Page 123 - 13_LiryDram_2016_OK
P. 123

IRENA PAŹDZIERZ – powieściopisarka, nowelistka, także poetka, jest członkinią Kieleckiego Oddziału ZLP. Będąc z wykształcenia i zawodu ekonomistką, zaskoczyła wszystkich wydaniem w 2000 r. powieści Marzeń zielone migdały. Jej kolejne książki dla dorosłych i dla dzieci to: Urok tajemnicy, Biały koń z chęcińskiego zamku, Witaj Europo!, Kiedy zwierzęta mówią, To się zdarza, Nie jestem Megi. Laureatka pierwszej nagrody w II Konkursie Literackim im. Stefana Żeromskiego (2014) za powieść Ucieczka w dorosłość. Jako poetka występowała kilkakrotnie podczas prezentacji świętokrzyskiego środowiska w ramach Warszawskiej Jesieni Poezji. Współorganizatorka licznych plenerów literackich Kieleckiego Oddziału ZLP.
zamiaru zmieniać, tylko dopowiedzieć, o co tak naprawdę mi chodzi, ale nie jestem prze- konana, czy na tym koniec. Zobaczę, co Ro- bert powie. Przyszło mi do głowy, że Joanna Borakowska nie uwalnia się od obsesji. Za- bicie gwałciciela nie zmieniło jej życia. Cho- ciaż swojego oprawcę tak srogo ukarała, nie odzyskuje spokoju. Gdyby było inaczej, za- kończenie byłoby zbyt infantylne i dawało- by zły przykład innym, którzy mają podobne problemy. Moja książka to nie tandetny  lm hollywoodzki, w którym zabójstwo wszyst- ko rozwiązuje. Reżyser pozbywa się spraw- cy i mściciel tryumfuje. W życiu tak nie jest. Myślałam i nad takim rozwiązaniem, aby Ja- na Wójcickiego ukarać w mniej radykalny sposób, żeby tra ł do więzienia, ale to też nie miałoby nic wspólnego z polską rzeczy- wistością. Jeśli kiedyś nie udowodniono mu winy, to dlaczego miałoby się to stać po la- tach? Badania genetyczne? One potwierdzi- łyby, że jego synem jest Marcin. Długo za- stanawiałam się nad końcem mojej powieści i doszłam do wniosku, że niech tak będzie, jak na początku, ale z przesłaniem, że mor- derstwo niczego nie załatwia.
Nie wiedziałam, czy spodoba się to Rober- towi i z niecierpliwością czekałam na odpo-
wiedź. W końcu zdecydowałam się zadzwo- nić do Doroty.
– Nie wiesz, czy Robert przeczytał mój ma- szynopis? – spytałam na wstępie.
– Ale z ciebie koleżanka! – zrugała mnie. – Dzwonisz tylko wtedy, gdy czegoś chcesz, a nie potra sz zdobyć się na telefon ot tak, bez przyczyny, aby pogadać.
– Byłam bardzo zajęta – skłamałam.
– Akurat ci wierzę. Ja też mam dużo pracy. Czekałam, że zadzwonisz. Ostatecznie to ty masz w tym większy interes.
– Nie obrażaj się – powiedziałam ugodo- wo. – Praca nad książką zabrała mi mnóstwo czasu, a przecież muszę z czegoś żyć i pisać do gazety. Poza tym mam dziecko...
– Oczywiście. Wszystkie kobiety zasłaniają się dziećmi – przerwała mi. – A jeśli chodzi o Roberta, to ostatnio nie widziałam się z nim, ale kiedyś na korytarzu wspomniał mimocho- dem, że otrzymał od ciebie nowy tekst. Mo- że już go przeczytał. Zaczekaj przy telefonie. Pójdę i zobaczę, czy jest w swoim pokoju.
No tak. Dorota ma rację. Niezbyt ładnie za- chowałam się wobec niej. Nie odzywałam się, bo nie chciałam się zwierzać z prywat- nych spraw. Teraz nie byłyśmy sobie tak bliskie jak na studiach.
październik-grudzień 2016 LiryDram 121
fot. shutterstock; archiwum Kieleckiego Oddzialu ZLP


































































































   121   122   123   124   125