Page 121 - 13_LiryDram_2016_OK
P. 121

środowisko Jesieni Poezji 2016
Józwą. Potem ze swoim pokoleniem
i następcami. Na stole leży świeżo rozcięta koperta z tomem wierszy Romualda Bielendy Tabu, autorem wrażliwym na realia i ślady pamięci. „W Klimontowie na klasztornej siedzibie Liceum im. Brunona Jasieńskiego ślady po tablicy świadczą o pisarzu tej ziemi...”.
Ta biesiada jakże trafnie wpisywała się
w naszą sesję krytyczną „Międzyepoka
i nowe środki wyrazu”, w trakcie której podkreślono misję obrony czystości ojczystego języka w dobie funkcjonowania języka zepsutego angielskim slangiem, wulgaryzmami, chaosem internetowym. Moi goście
wystąpili w postaci reprezentacji środowiska kieleckiego, zwanego też świętokrzyskim,
pod wodzą Stanisława Nyczaja, krzepko dzierżącego w dłoni nowy tom wierszy Żarliwy niepokój. Dziękowałem tej zbiorowej wspaniałej prezentacji poetycko-plastyczno- muzycznej (wizualizacja – obrazy na ekranie, poezja śpiewana w wykonaniu Kamila
Kondka i Viktorii Pikul). Tym bardziej że siła przyciągania środowiska jest duża, bo w jego ramach znaleźli się twórcy z Warszawy, jak poetka i redaktorka Irena Stopierzyńska-Siek, redaktorka nowego czasopisma „LiryDram” Marlena Zynger oraz kompozytor i pianista znany z niezapomnianych Podwieczorków przy Mikrofonie Aleksander Żukowski z żoną Walentyną. Oczywiście z warszawskiej dzisiejszej Pragi – Uta Przyboś, która tym
razem nie tylko była tą awangardową plastyczką i kontynuatorką ojcowego berła poetyckiego, ale też laureatką. Z Łodzi przybyła Iwona Zielińska-Zamora.
Z wyżyn Kazań świętokrzyskich przyjechali
do nas następcy przyjaciół mojej młodości (Henryka Jachimowskiego i Zdzisława Antolskiego), następcy w pełni godni „zapisać stan obecności”, jak w wierszu W obłoku czasu napisał Benedykt Kozieł, którego wiersze z płyty Schowani w drzewach (2016) wyśpiewała Viktoria Pikul. Elżbieta Musiał, odnosząca też sukcesy w teatrze. Ciało. Nagość luster (...) Zawsze coś zastępuje coś. Wypowiada się
w wielu wymiarach w obszernych „fizycznych” poematach. Z dalekiego Szczecina przyjechała Ewa Maria Wojtasik, żeby westchnąć Bosymi stopami dotykałam/ stygnących kamieni.
A Andrzej Piskulak, dawno niewidziany, nie zawahał się użyć wzniosłej inwokacji do leśnych pagórów. Przypomniały mi się książki tu obecnych: Ireny Paździerz, Marii Włodno
i postawnego działacza kultury chwytającego też za pióro Stanisława Bartosa. Do lektury uzupełniającej pozostała mi twórczość Kazimierza Ryka, Kazimiery Szczykutowicz, Zofii Walas, Anny Zielińskiej-Brudek. Może jeszcze kogoś z oszołomienia pominąłem?
A przecież mają nie tylko książki i pisma (jak „Świętokrzyski Kwartalnik Literacki”), ale też bardzo wielu przyjaciół w Warszawie. Oto Mój wąwóz, napisał Nyczaj.
Jan Zdzisław Brudnicki
październik-grudzień 2016 LiryDram 119


































































































   119   120   121   122   123