Page 373 - Besson&Demona
P. 373

pracę i ćwiczenia należało prowadzić indywidualnie. Były takie konie, jak np. Biszka, które nie potra ły ani w stępie, ani w kłusie przechodzić szeregu koziołków. Biszka wskakiwała w te koziołki, plątały jej się nogi, koziołki fruwały, nie potra ła złapać rytmu przechodzenia przez nie. Zdawałem sobie sprawę z jej wielkich możliwości i zdolności skokowych, odstąpiłem zatem od tych ćwiczeń. Bałem się, że może ulec poważnej kontuzji.
TEORETYCZNIE BYŁA CISZA NOCNA...
Rozkład dnia podczas zgrupowania był następujący: 6.45 pobudka, 7.30 bieg z domu dziecka do stajni, doglądanie koni (każdy z zawodników miał luzaka) i sprzętu, 8.00 – śniadanie, 8.50 – 10 minut stępowania w terenie, 9.00-10.15 praca na ujeż- dżalni – I zastęp, 10.15-10.30 stępowanie – II zastęp, 10.15-10.30 stępowanie (luza- cy), 10.30-11.45 praca w ujeżdżalni, 11.45-12.00 stępowanie, 12.00-13.00 obrządek i karmienie, 13.00-14.00 obiad, 14.00-15.00 przerwa, 15.00 – jeźdźcy, którzy mieli trzy konie, wykonywali program jak I i II zastęp. Pozostałe konie przez godzinę spa- cerowały, 16.00-17.00 wieczorny obrządek, o 19.00 kolacja, o 20.00 konie dostawa- ły mesz. O godzinie 22.00 teoretycznie miała zapaść cisza nocna. No cóż, w tak du- żym zespole ludzi o różnych charakterach, upodobaniach i przyzwyczajeniach bardzo trudno było wyegzekwować ten punkt gra ku przez cały okres zgrupowania.
To był dla mnie czas bardzo intensywnej pracy. Poza prowadzeniem zgrupowania, co zabierało mi wiele godzin, nadal przecież zajmowałem się stadniną, nie mając wówczas żadnego pomocnika. Prowadziłem także trening pozostałych jeźdźców klu- bu Moszna, a późnym wieczorem trenowałem swoje dwa konie. Z trudem, ale jakoś to godziłem.
Zdałem sobie sprawę, że będąc trenerem kadry, nie mogę być konkurentem tych jeźdźców podczas zawodów. Zakończyłem zatem karierę zawodniczą, która trwała – z przerwami spowodowanymi wojną – 36 lat. Moje konie oddałem Norbertowi Wiei i Franciszkowi Niedzieli. Starałem się jednak z konnej jazdy nie rezygnować i dosiada- łem jednego z koni zawodników klubu.
JUŻ NIGDY...
Gdy tylko pogoda była znośna, wychodziliśmy z krytej ujeżdżalni i treno- waliśmy w otwartym terenie. Doskonaliliśmy umiejętności ujeżdżeniowo-skoko- we na szeregach i skacząc na fragmentach parkuru. Oczywiście dużo galopowali- śmy. Konie bardzo szybko doszły do doskonałej kondycji i wyraźnie wyróżniały się wśród uczestniczących w pierwszych zawodach otwartych, które odbyły się w Książu.
– 371 –
...O OLIMPIADACH


































































































   371   372   373   374   375