Page 374 - Besson&Demona
P. 374

BESSON I DEMONA
To właśnie tam przeżyłem chwilę, której wspomnienie jeszcze dzisiaj mnie porusza. Rozprężałem zawodników zgrupowania. Tuż przed konkursem sformowano zastęp i wszyscy na koniach wyjechali przez bramę na stadion. Na rozprężalni zostałem sam. Patrzyłem, jak się oddalają, i nagle brutalnie dotarła do mnie nieodwracalność tej sy- tuacji. To, że mnie wśród tych zawodników nie ma i nie będzie. „Już nigdy...” – ten refren przedwojennego szlagieru natrętnie tłukł się po mojej głowie. To była smutna chwila.
JANEK PRZENOSIŁ JĄ W „ZĘBACH”
Na sezon letnio-jesienny zawodnicy rozjechali się do macierzystych klubów i startowali zgodnie z kalendarzem opracowanym podczas zimowego zgrupowania. Sezon zawodów wyłonił czołową grupę. Bardzo wysoką lokatę uzyskał Piotr Wawry- niuk z końmi Poprad, Paw i Bart. Doskonałe wyniki miał Marian Kozicki z Bronzem, Chandżarem i Argusem, możliwościami i klasą odznaczała się Biszka pod Stefanem Grodzickim. Niektóre błyskotliwe wyniki świadczyły o zdolnościach i bojowości Stefa- na Migdalskiego na Brzasku, Cyrano i Balmoralu. Największym problemem było zna- lezienie konia dla naszego najlepszego zawodnika Jana Kowalczyka. Wspaniała nie- gdyś Drobnica i Ronceval przeszły do historii, młody Blekot nie był jeszcze gotowy do olimpijskich wymagań i trudno było określić jego maksymalne możliwości. Po kontuzji Wiesława Dziadczyka Jan Kowalczyk przejął od niego Via Vitae. Ta drobna klacz o nie- bywałej potędze miała jednak trudności z pokonywaniem poważnych szeregów. Janek przenosił ją nieraz „w zębach”, ale nie zawsze to się udawało, w związku z czym wy- niki tej pary były nierówne.
Na co dzień kadra była zdyscyplinowana. Pracowitością wyróżniał się Jan Kowalczyk. Często jeździł dodatkowo na czwartym koniu. Natomiast Marian Kozicki – równie zdy- scyplinowany i poważny – koni nie forsował. Miał trochę racji, oszczędzając swoje cracki. Były to przeważnie konie pełnej krwi ze zmęczonymi nogami po wyścigach i treningach na torze.
NARESZCIE STANĄŁ „HOTEL”
Latem na terenie stadniny stanął „hotel”, czyli pawilon dla zawodników. Były to segmenty składające się z małego przedpokoju, łazienki z prysznicem, umywalką i ubikacją oraz dwóch dwuosobowych pokoi. Łącznie 24 miejsca noclegowe. Zawodni- cy mieli też do dyspozycji świetlicę. Po jednej stronie mieszkali zawodnicy, po drugiej luzacy. Nie były to warunki luksusowe, ale w zupełności zaspokajały potrzeby tymcza- sowych mieszkańców.
– 372 –


































































































   372   373   374   375   376