Page 376 - Besson&Demona
P. 376

BESSON I DEMONA
Wyniki w Akwizgranie może były niezłe, ale nie takie, jakich oczekiwałem. W kilku konkursach nasi jeźdźcy byli o włos od sięgnięcia po palmę pierwszeństwa. Dwa dru- gie miejsca Mariana Kozickiego na Chandżarze i Brzasku, dwa trzecie miejsca Jana Kowalczyka na Blekocie i Piotra Wawryniuka w konkursie na dwóch koniach (Pawiu i Popradzie), dwa czwarte Jana Kowalczyka na Blekocie oraz Henryka Hucza na Dep- taku mogły świadczyć o możliwości nawiązania ścisłego kontaktu z czołówką świata. Niestety, udział w Pucharze obnażył braki polskich jeźdźców. Na jedenaście ekip za- jęliśmy dziewiąte miejsce, wyprzedzając tylko Belgię i Holandię. Chandżar w drugim nawrocie zaliczył upadek na kombinacji z dwóch bardzo szerokich okserów. Stefan Grodzicki w pierwszym nawrocie pojechał bardzo nerwowo, chcąc za wszelką cenę być po drugiej stronie celowników. Efekt – siedem zrzutek Biszki. Gdy nerwy opadły, drugi nawrót zaliczył z jedną zrzutką. Blekot i Poprad przeszły obydwa nawroty dosyć równo, zarabiając w sumie po 20 pkt karnych. Zakończyliśmy ten konkurs z wynikiem 64 pkt karnych.
Różnice między ekipami były niewielkie, np. zespół ZSRR, który zajął szóste miejsce, wyprzedził nas o niecałe 9 pkt. Na nasz słaby wynik niewątpliwie wpłynęło to, że za- brakło nam tak dobrego konia jak Bronz. Chandżar, który startował w jego zastęp- stwie, miał jeszcze małe doświadczenie, nie mówiąc o tym, że pogoda była fatalna, a grząskie podłoże „trzymało za nogi” konie drobne, o małych kopytach, jak Blekot czy Biszka. Jednak najpoważniejszym problemem stało się napięcie nerwowe spo- wodowane z jednej strony atmosferą pucharową z udziałem najlepszych ekip świata, a z drugiej – parametrami przeszkód. Dowodem na to jest wynik Stefana Grodzickiego na Biszce – w pierwszym nawrocie dostał 29 pkt, a w drugim – na tej już nieco zmę- czonej klaczy – tylko 4 pkt. Z tych zwodów wracałem do domu ze świadomością, że mam problem do rozwiązania – należało wzmocnić słaby system psychiczny zawodni- ków i znaleźć odpowiedniego konia dla Jana Kowalczyka, co nie było proste, bo rezerw o odpowiednim potencjale skokowym nie było.
TEN WYJAZD BYŁ NIEPOROZUMIENIEM
Polski Związek Jeździecki, zachęcony korzystnymi warunkami  nansowymi, jakie zaproponowali nam gospodarze, zdecydował, że wyśle ekipę na CSIO do Dubli- na. Zawody rozgrywane były w końcu lipca, więc od Akwizgranu dzielił je ponad mie- siąc. Mieliśmy na własny koszt dojechać do Rotterdamu, a stamtąd przejmował nas organizator CSIO w Dublinie. Okazało się, że choć warunki  nansowe były niezłe, to podróż w sumie trwała siedem dni i konie bardzo odczuły jej trudy. Przez dwa dni na statku nie były ani pojone, ani karmione. Straciły apetyt, a dwa z nich gorączkowały. Pozostałe ekipy przetransportowały swoje konie samolotami. W Dublinie parkury po- stawiono pod potężne konie irlandzkie, oksery były bardzo szerokie i w kombinacjach
– 374 –


































































































   374   375   376   377   378