Page 397 - Besson&Demona
P. 397

Serdecznie mi było żal naszych zawodników. Najpierw w WKKW najbardziej zasłu- żony w tej konkurencji Wojtek Mickunas nie ukończył igrzysk. Przed laty podobnego pecha miał jego ojciec, wówczas por. Jan Mickunas, w Berlinie w 1936 roku, gdzie zakulał koń rtm. Kuleszy – Ben Hur i wtedy to Kulesza wystartował na koniu zapaso- wej pary, czyli na Tosce, klaczy Mickunasa. Polska ekipa wywalczyła wówczas srebrny medal, a por. Mickunas obserwował to zwycięstwo z trybun.
Na „naszej” olimpiadzie w skokach najbardziej zasłużony jeździec, jakim był Jan Ko- walczyk, który z Chandżarem był atutem ekipy, też nie ukończył igrzysk na skutek nie- szczęścia. A przecież Stefan Grodzicki, a przede wszystkim Marian Kozicki dowiedli, że stać nas było na udaną walkę z czołówką świata.
Od tamtej olimpiady w Monachium w 1972 roku do momentu, kiedy spisuję te wspo- mnienia, upłynęło 40 lat. To długi okres, wiele szczegółów się zatarło, rozmyło, za- plątało. Ale starałem się te wydarzenia odtworzyć dość wiernie, posługując się notat- kami ze zgrupowania i samych igrzysk. Jednego tylko czas nie zdołał zatrzeć w mojej pamięci. Mianowicie poczucia – towarzyszyło mi ono tuż po olimpiadzie i nie opuszcza dzisiaj, kiedy myślę o Monachium – że zabrakło nam szczęścia.
***
...O OLIMPIADACH


































































































   395   396   397   398   399