Page 460 - Besson&Demona
P. 460

BESSON I DEMONA
więc o starcie, zwłaszcza pierwszego dnia, nie mogło być mowy. W biurze zawo- dów zapisałem zatem do konkursów Klawę, a pod Norbertem – Arala. Wyruszyłem do hotelu.
PRAWIE MNIE SKREŚLIŁA
W recepcji hotelu Poznańskiego dowiedziałem się, że, owszem, miałem pokój, ale już nie mam! Zamiast pana Florusa Przedsiębiorstwo Imprez Sportowych repre- zentowała jakaś pani, która moje zamówienie... skreśliła. Zirytowany, chciałem wyja- śnić to nieporozumienie. Okazało się, że pani je kolację w hotelu Bazar (naprzeciwko naszego) z sędzią międzynarodowym płk. Ireschem z Austrii. Wprawdzie znałem Ire- scha, ale nie chciałem robić zamieszania, podchodzić do stolika, przeszkadzać. Przez kelnera poprosiłem o spotkanie z panią, która pozbawiła mnie pokoju.
Zobaczyłem ją z daleka. Była ładna, zgrabna i jak się okazało – bardzo uprzejma. Przedstawiłem się i swoją sprawę. „Dotychczas wszyscy jeźdźcy zrezygnowali z pokoi, kwaterują się prywatnie lub w koniowozach, więc aby PIS nie płacił za puste poko- je, odmówiłam wszystkie zamówienia, pana także” – wyjaśniała. „No tak, rozumiem, tylko że ja zamówiłem hotel i nie mam zamiaru spać w stajni, dlatego bardzo proszę o załatwienie pokoju, niekoniecznie na dziś, jadę bowiem na noc do Iwna, ale jutro to już tak” – tłumaczyłem. Na to usłyszałem: „Są trudności z hotelami, ale postaram się...”. Przeprosiłem za przerwanie kolacji, podziękowałem za ewentualne załatwienie pokoju, pożegnałem się, życzyłem miłego wieczoru i pojechałem do Iwna.
Rano wróciłem do Poznania. Znów się spotkaliśmy. Tym razem pani miała dla mnie dobrą wiadomość – zakwaterowała mnie w pokoju... dwuosobowym, z Erykiem Bra- becem. Podziękowałem za dobre chęci, choć perspektywa wspólnego pokoju nie bar- dzo mnie cieszyła. Niezadowolony był także Eryk Brabec, który miał znacznie większe wymagania ode mnie.
Zrobiłem małe rozeznanie i dowiedziałem się, że naszą opiekunką z ramienia Przed- siębiorstwa Imprez Sportowych jest Krystyna Żymirska, była żona znanego motocy- klisty Andrzeja Żymirskiego.
CHĘTNIE PANIĄ PODWIOZĘ
Wieczorem po konkursach, kiedy w biurze dokonywałem zapisów na następny dzień, usłyszałem, że pani Żymirska zamawia taksówkę do hotelu. Zaproponowałem, że ją podwiozę, bo i ja za chwilę jadę. Przyjęła moją propozycję. Przez całą drogę w sa- mochodzie rozmawialiśmy. Prawdę mówiąc, buzia mi się nie zamykała. Ta interesująca kobieta potra ła sprowokować do rozmowy kogoś tak małomównego jak ja. W rewanżu
– 458 –


































































































   458   459   460   461   462