Page 481 - Besson&Demona
P. 481
...O LUDZIACH
Lach bez konia to jak ciało bez duszy.
jóZef anTos
Był ze mną od zawsze. To „od zawsze” to oczywiście od naj- wcześniejszego wspomnienia dzieciństwa, czyli 1925 lub 1926 roku. Józef Antos, szczupły, wysoki, wyprostowany jak świeca –
i kiedy chodził, i kiedy prezentował konia, i na koniu, i na koźle... Mój ukochany furman.
Urodził się prawdopodobnie w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XIX w. Słu- żył w kawalerii, chyba brał udział w wojnie bolszewickiej. Zdemobilizowany z 8. Puł- ku ks. Józefa Poniatowskiego, rozpoczął karierę furmańską. Gdzie się nauczył tego rzemiosła, nie wiem. W każdym razie był alfą i omegą w swoim fachu. Znał się na wszystkim: na pojazdach, uprzęży, doskonale wiedział, co do czego pasuje i jak nale- ży założyć. Dobrze jeździł konno, a mistrzem był w powożeniu, zwłaszcza czwórką. Wówczas autobusów nie było, w Kieleckiem nie wszyscy mieli szczęście mieszkać niedaleko stacji kolejowej, dróg bitych też jak na lekarstwo. W tych warunkach czę- sto jeździliśmy zaprzęgami czterokonnymi i wówczas Józef wykorzystywał cały swój kunszt. Tylko on potra ł w zupełnych ciemnościach jechać pełnym kłusem, zwalnia- jąc jedynie, aby ominąć wyboje. Tylko on wiedział, gdzie się znajdują, a także gdzie i w którą drogę należy skręcić.
Jako dziecko uważałem go za wyrocznię i najmądrzejszego człowieka na świecie. Uwielbiałem mu asystować. Najszczęśliwszy byłem, kiedy pozwalał mi usiąść na pro- gu wozowni, na przeciw siebie, i czyścić piaskiem strzemiona i wędzidła. On opowia- dał o wojnie i wojsku, ja słuchałem jak zaczarowany. Ojciec nieraz wysyłał go, aby za- łatwił dla niego ważne sprawy, na przykład podjął pieniądze w banku, choć ani pisać, ani czytać nie potra ł, tylko podpisać się umiał.
– 479 –

