Page 479 - Besson&Demona
P. 479
Krysię do szpitala. Nie wyraziła zgody. Zażądano ode mnie podpisu na oświadczeniu, że odmawiamy. To była dla mnie straszna chwila. Zdawałem sobie sprawę, że speł- niając wolę żony, w pewnym sensie wydaję na nią wyrok.
Zrobiłem kolację, Krysia jadła nawet z apetytem. Nie mogła jednak leżeć, zrobiłem odpowiednie siedzenie, aby było jej lżej oddychać. To była bardzo ciężka noc. Chwila- mi majaczyła. Nad ranem znów z trudnością oddychała, błagała jednak, żeby nie wzywać pogotowia. Tak bardzo się bała szpitala.
Nie mogłem się dodzwonić do żadnej pielęgniarki, w końcu wezwałem pogotowie. Krysia straciła przytomność, zatrzymała się akcja serca i przestała oddychać. Roz- paczliwie próbowałem ją ratować, robiłem sztuczne oddychanie, uciskałem klatkę piersiową. Bez skutku. Przyjechało pogotowie, z tym samym niesympatycznym leka- rzem. Krysia umarła na moich rękach.
Lekarz stwierdził zgon. Jeszcze raz zrobił awanturę o papierosy i wyszedł.
PÓKI SIŁ...
W tamtej chwili, gdy odchodziła, trzymałem ją na rękach. Nagle poczułem, że jej już nie ma. Że jest gdzieś obok, niewidoczna, a jej ciało to już nie ona. Od tego mo- mentu minęło ponad siedem lat (gdy to piszę) i ciągle mam takie wrażenie, że Krysia jest gdzieś obok mnie. Szczególnie w trudnych dla mnie sytuacjach. „Wierzę w świę- tych obcowanie” – dzisiaj te słowa modlitwy mają dla mnie wyjątkowy sens. Myślę, że to moje uczucie to właśnie świętych obcowanie.
Straciłem żonę, straciłem prawdziwego, wspaniałego przyjaciela. W tej jednej chwili zmieniło się moje życie. Żyję, ale pustki po Krysi nie potra ę niczym wypełnić. Wiele osób się dziwi, że w moim wieku chce mi się jeszcze pracować. Ale to mnie mobili- zuje i wypełnia czas.
Ciągle myślę o wspólnie przeżytych szczęśliwych trzydziestu siedmiu latach. O pierw- szym wieczorze, radości, że spotkałem kogoś tak interesującego, o podróżach, rozmo- wach, słyszę, jak śpiewa dla Ile de France, jak się śmieje... Moja pamięć o Krysi wciąż jest żywa. Lampki na jej grobie palą się stale od chwili, gdy się pożegnaliśmy. I póki sił mi starczy – nie zgasną.
***
...O KRYSI

