Page 502 - Besson&Demona
P. 502

BESSON I DEMONA
Po drugiej wojnie szczęśliwie wyszedł z obozu. Chwytał się różnych zajęć, ale dopiero w 1955 roku nawiązał współpracę z Polskim Związkiem Jeździeckim.
Pierwszy raz spotkaliśmy się jeszcze przed wojną, w 1934 roku. To było na torze wy- ścigowym na Polu Mokotowskim, gdzie zostałem pułkownikowi przedstawiony przez mojego ojca. Miałem wówczas dosyć świeże blizny na twarzy po spotkaniu z kopytami kucki. Ojciec opowiedział, co się wydarzyło, a pułkownik skwitował: „Jak na począ- tek, to nieźle”. Trochę mnie speszyła ta perspektywa. Myślałem, że już nic gorszego nie może mnie spotkać. Niestety, okazało się, że pułkownik Rómmel miał rację. Pod koniec lat 30. podziwiałem pułkownika na konkursach w Kielcach. Nawet miałem za- szczyt konkurować z nim w 1936 roku w Konkursie Konia Wierzchowego. Zająłem wówczas, o dziwo, wyższą lokatę niż on (może była to po części zasługa sędziego, po- nieważ Karol Rómmel nie przez wszystkich był lubiany).
Po wojnie spotkaliśmy się ponownie w 1955 roku. Przez miesiąc pułkownik prowadził zgrupowanie przed pierwszymi zawodami z ekipą NRD, które miały się odbyć w Sopo- cie, a następnie w Warszawie. Był trenerem, który potra ł dotrzeć do każdego jeźdź- ca, jeśli ten chciał go zrozumieć i słuchać. Bezbłędnie potra ł ocenić zarówno konia, jak i jeźdźca. Na przykład obchodząc z jeźdźcem parkur, w pewnym momencie stawał i mówił: „Stąd masz zaatakować przeszkodę” albo „Tu należy zrobić półparady”. Jeżeli jeździec potra ł dobrze wykorzystać jego rady, to efekt był właściwy. Jako trenerowi i instruktorowi ogromnie mu ufałem. I dobrze na tym wychodziłem. Pułkownik miał też specjalny stosunek do jeźdźców, którzy mu ufali, i wówczas panowało wzajemne zrozumienie. Takie stosunki łączyły go z Marianem Babireckim i Maciejem Świdziń- skim, a i ja chyba mogę tak o sobie powiedzieć.
Jesień
Gdzie czasy kiedy w salonach
drzemały psy na perskich dywanach
a poranek budziły wołania rogów dojeżdżaczy? Ściernisko drżało jesienną mgłą i potem
rozpędzonych koni a gdzieś daleko płakał goń ogarów...
26 I 1964
Kochanemu Władkowi Byszewskiemu Karol Rómmel
Płk Karol Rómmel pisał też piękne wiersze...
– 500 –


































































































   500   501   502   503   504