Page 96 - 45_LiryDram_2024
P. 96

  – dominuje obok ostrzeżenie – smutek, a dla polepszenia nastroju – ironiczny, a nawet z lekka drwiący styl – uczucie zbliżające au- torkę do prawdziwych poglądów większości obywateli. Niespodziewanie otacza nas wizja „drugi upadek pierwszych ludzi” z biblijnym mottem o przebiegłym wężu kłamstwa, in- trygi, dezinformacji:
...stopniowo zaciska się
wokół ludzkich szyj
i czułymi słowami otula próżność
cudzymi rękami sięga po owoc z drugiego drzewa...
A więc jabłoń – o ile była to jabłoń – drzewo wiadomości dobrego i złego, tu zostaje powie- lona. Poetka odważnie otwiera wizję pobiblij- nego lasu, w jakim trwamy, i ogrodu, który na nowo nas kusi. Nowatorska interpretacja archaicznych motywów. Brawo! Bo przecież codziennie przywabiają mnie niepoznane jesz- cze owoce. Otwieramy książkę... Od pierw- szych ekspresyjnych zdań o kocie, idącym własną drogą, przez nasz świat bezradności, wściekłości, aż po epilog – ośmiowersowe arcydzieło o nieuchronnym przeobrażeniu w zestaw mutujących pierwiastków – czyli o nieobecności. Marlena Zynger przyciąga nas konsekwencjami – zdecydowaniem przesła- nia, gdzie niepewność staje się łączącym, bo jedynym i ostatecznym pewnikiem świado- mości. Podobnie jak zapomniany dziś, czy ra- czej niepasujący do wymagań ideologicznych, obowiązujących we współczesnej wizji kultu- ry – Julian Przyboś – Marlena Zynger reaguje na krzywdy, absurdy, groźby swojego stulecia – tysiąclecia. Właściwie każdy wiersz zatrzy- muje i domaga się przemyślenia i dalszej akcji
intelektualnej. Refleksje – urocze, głęboko uczuciowe, archetypy obok symboli, opisy bli- sko reportażu... Nic tu nie jest przypadkowe. Całość podporządkowana została wyraźnym wektorom nadziei, że jednak wiemy, a przy- najmniej chcemy wiedzieć, skąd, dokąd i po co zdążamy, a raczej przemijamy.
Tytuł zbioru, jak i jego podział wydaje się w pełni uzasadniony i precyzyjny. To zapla- nowana kompozycja. O! Nie! – złościmy się, gniewamy, protestujemy... Oburzenie trwa, lecz już bez wykrzykników... pozostaje nam tylko powtarzać „Nie”. Nie ma jednak efek- tów, bo siły przebicia też nie ma. „O!” tyle się dzieje, lecz nie stać mnie na bunt, mogę tylko wskazać palcem. Nie podejmuję się jed- noznacznego zdefiniowania czy przeważają tu wątki epickie, czy wizje liryczne – urzeka mnie wielobarwność i przejrzystość tekstów, fascynuje trafność obrazów i precyzja celu, nie tylko pisarskiego.
Osobiście, dziękuję Ci, Marleno, za wiersz w obronie Pałacu Kultury i Nauki, bo wią- że mnie z nim wiele wspomnień, a codzien- ne spojrzenia na wysmukłą, choć przyciężką budowlę podpowiadają, że lepiej budować niż niszczyć.
Wdzięczny jestem też za gorzki i sugestywny wiersz dura lex sed lex o dzieciach, uchodź- cach, nie tylko z Michałowa, ze smutnym, przejmującym zakończeniem:
jak widać dobro może być względne a Polska nie jest mesjaszem narodów.
A wnioski z lektury? Cieszmy się, że w skłóco- nym świecie biznesowych drapieżców, gdzie wszystko może być prawdą / nawet kłamstwo spotykamy utalentowaną, mądrą, pracowitą, może nieco szaloną autorkę, Marlenę Zynger.
94 LiryDram październik–grudzień 2024






















































































   94   95   96   97   98