Page 155 - 50_LiryDram_2026
P. 155
„Jeśli marzenia są stopniowalne, to tym podstawowym pragnieniem każdego poety jest, by jego wiersze były czytane. Wyższym – by były rozumiane. Ale najwyższym z pra- gnień jest to, by były odczuwane. By wrosły w nas, oplotły swoimi stroficznymi pędami, byśmy czuli je prawdziwie, mocno, zachłan- nie i wiernie. Najgorzej dla wiersza, gdy wpa- da w nas płytko, bez echa. Wiersz nie jest bo- wiem martwym muzeum, a poeta nie jest eks- ponatem. Parafrazując Paula Valéry’ego: to, czy wiersz okaże się pustką czy pełnią, zależy od tego, kto przychodzi; dlatego, przyjacielu, nie przychodź bez pragnienia” – rozpoczęłam pamiętnego września prezentację gnieźnień- skiego poety. U Grupińskiego to pragnienie spotyka się z historią. Czytając poświęcony Rzepie wiersz, dotykamy prawdy o człowie- ku, w którym nieskończoność rozpina się nad przepaścią mitu: „Zaminowani / zagrożeni są wszyscy / i Rzym i Krym / choć nie znają se- kretu w kurii / komitecie Partii ani w biurze parafii / Nie wie biskup / ani hierarchia – nikt
/ że w tym domu niskim / w zarwanym fotelu / - być albo nie być - / waży się powaga / Kościo- ła i Pisma”. Przypomniane przez Rzepę słowa Eminencji o wydaniu wierszy i gorzka puenta: „Ile jest warte / Słowo Kościoła / zobaczymy jeszcze” brzmią dziś jak memento dla każdej władzy, świeckiej i duchownej, w zderzeniu z kruchym słowem poety.
Wielokrotnie mówiło się, że w poezji Gru- pińskiego przyjaciele pojawiają się na chwilę, by zaraz stopnieć jak płatki śniegu. Odrzuć- my jednak to nazbyt banalne i nietrwałe po- równanie. Ludzie, z którymi poeta dzielił los, byli w jego życiu raczej jak gwiazdy. Niektóre z nich płonęły stałym światłem, inne pojawia- ły się zaledwie na moment, niczym gwiazdy spadające, spalające się w atmosferze własnej wrażliwości. Każda z nich jednak rzuciła nie- zatarty snop światła na jego twórczość. Taką tragiczną, pulsującą gwiazdą był Andrzej Ba- biński, który w opowieści Grupińskiego jawi się jako duch środowiska. W wierszu Odsiecz odnajdujemy scenę z pogranicza groteski i dra- matu: z gór worków z zagranicznymi darami Babiński wyciąga swój własny, stary płaszcz. To obraz doskonale punktujący tamtą epo- kę: mieszaninę chaosu, biedy i improwizacji, a zarazem wielkiej wspólnoty. Babiński nie tylko pisał, on poezję ucieleśniał, wprowadzał w krwiobieg miasta, jak choćby w anegdocie o róży wyjętej z wazonu. Literatura, jak do- wodzi Grupiński, rodzi się w oparach dyskusji, ekscentrycznych gestów i drobnych skandali kolorowych ptaków, bez których nasza histo- ria byłaby dramatycznie jałowa.
Czym jest zatem śnieg w najnowszym to- mie poety, jeśli nie ludźmi? Śnieg to zjawisko, które obnaża literackie ułudy. W fenomenal- nym Wierszu ze śniegu, inkrustowanym wer- sem ze Słowackiego: „Mówię – bom smutny
styczeń–marzec 2026 LiryDram 153
Jerzy Grupinski, Epiki towarzyskie i kilka wierszy osobistych, Wydawca: Bogucki Rok wydania: 2025

