Page 210 - 50_LiryDram_2026
P. 210
kariery. Słowo „amatorski” odzyskało swój pierwotny sens. Miłość do sztuki bez rachunku zysków. To mnie olśniło. Wcześniej nie znałem tego świata.
W 2009 roku, zupełnie przypadkiem, zorganizowałem przegląd w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Spontaniczność bywa najlepszym planem, choć rzadko się do tego przyznajemy. Potem były kolejne miejsca, kolejne lokale, a raz nawet zimowe schronisko Morskie Oko. Hasło Musica Poetica brzmiało wystarczająco poważnie, by usprawiedliwić wszystko inne.
Manifest klubu to mix Herberta
i Konopnickiej, który brzmiał mniej więcej tak: my, Pieśniarze, parafrazując Herberta, jesteśmy beznadziejną mniejszością
w dzisiejszym świecie, w którym można
się spokojnie obejść bez nas. Jednak mimo
to uzurpujemy sobie prawo do wzniecania niepokoju serca, prawo do zmuszania słuchaczy do refleksji nad ludzkim losem, transcendencją, prawo do trudnej miłości, jaką jesteśmy winni sprawom wielkim, prawo do wzniecania buntu przeciwko tandecie, łatwej manierze, przeciwko kulturze, która stara się człowieka
stłamsić i odebrać mu godność. Jesteśmy
w każdej chwili, w każdej pieśni po stronie wartości, po stronie piękna, jesteśmy za nieustającym wysiłkiem woli i umysłu, jesteśmy za prawdą, przeciw obłudzie, kłamstwu i przemocy, jesteśmy za odwagą
i rzetelnością, chcemy dążyć do nieosiągalnej doskonałości, niestraszny nam niepokój
i udręka. Świadomość, że jest dla kogo występować pozwala na ten wysiłek. Chcemy mierzyć się z tą trudną tajemnicą prawdziwej sztuki, którą jest próba przekazywania bez względu na wszystko,
wartości wiary w honor i godność ludzką. Cieszymy się ze wzajemnej otuchy, którą przesiąknięte są nasze koncerty, tej nadziei płynącej z wiary, że są jeszcze ludzie, którzy chcą słuchać. I są tacy, którzy nie boją się dla nich śpiewać.... Cieszymy się z zacnych
i szanownych mecenasów, którym nie obca jest prawda, dobro, piękno, wolność, tajemnica... Przynajmniej tak chciałem..
Miało być tymczasowe. Przystanek przed czymś większym. Jak zwykle życie miało inne zdanie. Publiczność nie okazała się aż tak liczna, a mała przestrzeń wystarczyła. Z czasem nawet zaczęła pasować.
Na tej niewielkiej scenie pojawili się niemal wszyscy. Amatorzy i profesjonaliści, bez wyraźnej granicy między jednymi
a drugimi. Siłą miejsca była eklektyczność. Poglądy, style, środowiska mieszały się bez instrukcji obsługi. Moje konserwatywno- -liberalne podejście do życia okazało
się nie wadą, lecz gwarancją wolności wypowiedzi. Przynajmniej tak mi się wydawało. A może po prostu nie było nikogo, kto chciałby to miejsce zawłaszczyć.
Przez kilkanaście lat działo się tu wszystko. Galeria jednego obrazu. Konkursy poetyckie. Przeglądy piosenki. Spotkania z autorami. Historie krytyki literackiej, które i tak zawsze kończyły się na rozmowach o życiu. Nie poddaliśmy się hucpie covidowej, temu dziwnemu czasowi, kiedy strach miał własną administrację.
Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej przyszły inicjatywy ukraińskie. Naturalnie, bez manifestów. Jakby to było jedyne możliwe zachowanie.
Ale jak na morzu, fale przychodzą
i odchodzą. Mody zmieniają się szybciej niż miejsca. Teraz pojawił się nowy konkurs
208 LiryDram styczeń–marzec 2026

