Page 31 - 04_LiryDram
P. 31
legend, które będą snuć opowieści o zupeł- nie innych zakapiorach. Jakże znamien- ny w skutki jest zastosowany przez Poetkę zabieg uczynienia z pasma bieszczadzkich połonin gawędziarza, opowiadającego lokal- ne historie, to nic innego jak przywołanie ducha opiekuńczego miejsca – genius loci. On to oprowadzi nas bezpiecznie po ozna- kowanych szlakach, rozmyślnie zatrzyma przy rozdrożach i zaprowadzi do Terki, jed- nej z najstarszych wsi, której mieszkańcy w bestialski sposób zostali spaleni żywcem. Podmiot liryczny w omawianym wierszu jest zbiorowy, choć bezosobowy, o czym świad- czy forma czasowników – przekroczyło się, zobaczy się. Góry jednak, nie będące owym podmiotem lirycznym, mają moc sprawczą i są nazwane, to dzięki ich aktywności moż- na będzie zobaczyć zaprzeszłość i ten (spo- pielały) cień. Czemu zatem służy taki zabieg przeniesienia, czemu poetka chowa się za parawanem wielkiego majestatu gór? Żeby na to pytanie odpowiedzieć, przywołać mu- szę poetę, bieszczadzkiego piewcę Jerzego Harasymowicza, któremu Ada Jarosz w tym tomie zadedykowała wiersz pt. W górach. W czasie pobytu w górach ktoś widział pra- wie wszystko: piękno i niebezpieczeństwo, duchy i turystów, i choć nieważne, po co tam był, stwierdza niepospolity fakt:
Byłem w górach,
gdy przyłapali mnie poeci i zamknęli w wierszach
Nasuwa się zatem pytanie, jaka jest rola po- ezji i poety, skoro słowo zawsze posiadało ol- brzymią moc w magii ludowej. Wszystko, co było wypowiedziane nawet szeptem, miało moc spełniania się. Wiedział o tym doskona-
le Jerzy Harasymowicz, a rolę słowa, w cza- sie zaklinania lub zamawiania najczęściej wymawianego monotonnym głosem, dosko- nale oddał w wierszu Powiedzieli burza:
Powiedzieli burza pisałem wiersz
Coś przekreśliłem powiedzieli przewraca drzewa w górach
Stawiałem wykrzyknik piorun uderzył
w las
Powiedzieli burza pisałem
Słowa zatem mają moc sprawczą i roli poety nie da się przecenić, a umniejszyć jej tym bardziej nie wypada. W wierszu pt. Nad Ko- mańczą Autorka, zwracając się do żony Poety pod koniec wiersza apostrofą, stwierdza:
pani Mario to nie te góry po których Jerzy pani chodził
logarytmicznie zmieniając w poezję niebyt
lecz wciąż pulsują kolorami dawnej czasoprzestrzeni
I chociaż Adriana Jarosz przyznaje się jaw- nie do czerpania z tej literackiej tradycji, by- najmniej nie jest epigonem – jak Jerzy Ha- rasymowicz stwarza własne światy, niebyty i halucynacje, jak w cytowanym wierszu pt. W górach, gdy nagle w chatce pod Niemco- wą, gdzie sadowiły się pająki z herbaciane- go kubka unosił się zapach domu. Dlatego
lipiec–wrzesień 2014 LiryDram 29

