Page 33 - 04_LiryDram
P. 33

dziećmi Jednej i Tej Samej Matki, wyjątko- wej „poetki nauczycielki” – wiersza i życia. Hanka nadała naszemu pisaniu sens ist- nienia i przekuła myśli w słowa, a słowom nadała kształty, jak i od samego początku myśli skierowała w ten ogromny nurt zwa- ny Poezją. Ania Kajtochowa w milczeniu i bez metafor pojęła nasze traumy i wznie- ciła w nas ogień, który je pochłonął, aby z popiołów lepić nowe życie. A życie to było odmienne od darowanego, życie to było wyzwaniem, jakby na przekór losowi – me- tafor pełne. Z tej perspektywy – perspek- tywy intymnego zamierzenia – Magdalena Węgrzynowicz-Plichta została moją poetyc- ką Siostrą i cała Jej twórczość nie była, nie jest i nie pozostanie mi obojętna.
Tym bardziej z ogromnym zainteresowa- niem i wielką radością przyjąłem i odebra- łem najnowszy tom poezji Magdy zatytuło- wany Miraże. Jest wyjątkowy, zapewniam. Składa się z trzech rozdziałów ogromu naszego życia. Ujmuje to życie głęboko, jakby w pełni jego najważniejszych części składowych – dzieciństwa (Repetytorium z młodości); złudzeń, marzeń oraz pragnień (Miraże), jak i doznanych strat, zaznanych cierpień i rachunku krzywd (Cierpkie owoce granatu)... Można powiedzieć, że czekałem na ten tom Magdy, gdyż wiedziałem, czu- łem, iż w końcu musi go z siebie wyrzucić, sklecić, napisać. No i stało się. Miraże kon- centrują uwagę już na samym początku. Magnificare stanowi wyznanie, a zarazem jest mottem, pod którym śmiało również mogę się podpisać:
zaklinam życie
w magicznym kręgu metafor zaklinam śmierć
poezjo
leć z wiatrem niosącym życiodajne ziarno światu na przekór
Skąd Hanka wiedziała co w nas siedzi? Jak zrozumiała nasz los i nasze rozterki? Jak oce- niła potencjał? Nie wiem do dziś. Wiem na- tomiast, że moim mottem, w zasadzie tego życia tragedii, właściwie powstałym przed napisaniem czegokolwiek, były takie słowa: „ty i tak, zdmuchnięty przez wiatr, staniesz znów... pod prąd”. Chciałoby się dodać za Magdą – światu na przekór ... I tak właśnie zaklinamy to nasze życie, zaklinamy śmierć, będąc dziećmi pokolenia JPII próbujemy od- mienić oblicze ziemi. Tej ziemi. Czy nam się to uda? Tego nie wie nikt, a już my najmniej. W każdym razie miotamy się tym samym szlakiem, tymi samymi wyboistymi drogami, pod tym samym niebem. Różnią nas myśli, ich konstrukcje, doznania, doświadczenia, ale spaja ta sama tajemnica wyrażona tak:
spragnieni ciszy i miłości błądzimy w labiryntach świata do szpiku kości przemarznięci iskrą radości rozbłyśniemy niczym błędne ogniki na bagnach w mgieł nocnym zauroczeniu
albo jesteśmy wręcz opętani następującym dylematem –
jaką miarę przyjąć
żeby ogarnąć wszechświat
gdy tylko ziemia mi matką
i od kolebki jej czułość znam
a człowiek co na niej zamieszkał wilkiem mi czy bratem
lipiec–wrzesień 2014 LiryDram 31


































































































   31   32   33   34   35