Page 34 - 04_LiryDram
P. 34
czy Ojciec Bóg Wszechmogący którego sercem przeczuwam czy raj utracony moim jedynym był światem
a może nie wszystko stracone i jeszcze niejeden
w oczach mych dzieci odnajdę Eden
Cechuje nas pasja życia, motyw Odyse- usza i Ikara, niespełnienie i dążenia, czas nie domyka okien / stuleci – niczym zbieg żegluje / niewidzialnie – po sklepieniu / niebieskim – świadkowie zdarzeń / twier- dzą że upływa...
Chyba wystarczająco dowiodłem Magdale- no naszego braterstwa. I cieszę się z Cierp- kich owoców granatu, którym przekroczy- łaś pewien Rubikon. To był Rubikon straty bodaj największej, gdyż była to strata syna. Był po niej czas żałoby, który musiał pozo- stać milczeniem. Sami też, nie znajdowali- śmy żadnych Słów. Żadnych czczych pocie- szeń. To był czas ciszy, próżni, zawieszenia, który był niejako czasem świętym. Czeka- łem zatem cierpliwie na jakiś nowy czas. Czas życia. Czas eksplozji. Czas wyrażony poezją. Przyszedł nagle, niespodziewanie, ale wkroczył i jest. Miraże są znakomite. Godne o wiele głębszej analizy i omówie- nia. Tytuł stanowi symbol prawdy. Naszej prawdy. Być może właśnie ta, jakże kulawa prawda, jest jakimś mirażem, złudzeniem, wspomnianym miotaniem się: z góry na dół, z ciszy w zgiełk, z dołu do góry, z ciem- ności w jasność, z ciszy w ciemność, z re- zygnacji w uniesienie i wciąż, nieustająco – na odwrót.
Jak śpiewała kiedyś Kora z zespołem Maanam: (ten protest song powinien sta- nowić nasz hymn, hymn artysty tego wła- śnie pokolenia – jak oceniam po latach...)
Z dołu do góry, z góry na dół
Z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk Falowanie i spadanie, falowanie
i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy
ścianie
Miraż tworzenia, złuda istnienia
Im wyżej skaczesz, tym bliżej dna
W końcu zmęczony, bez sił i ochoty, Bez domu i imienia, w kanale zapomnienia
Falowanie i spadanie, falowanie
i spadanie
Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy ścianie
Przeżyliśmy przecież całkowitą zmianę światów. Przeżyliśmy karnawał, w którym mnogość zakładanych masek pokutowała i pokutuje do dziś, i ciężko się nam w tym wszystkim właściwie odnaleźć. Przeszliśmy – wbrew pozorom – długą drogę, a hory- zont ani o milimetr się nie przybliżył. A oni wciąż twierdzą, że czas upływa... że żeglu- je, niewidzialnie po sklepieniu, które już nawet przestali nazywać niebieskim.
Trudne to wszystko... z dołu do góry, z góry na dół, z ciszy w krzyk, ale chyba... warto było.
Magdalena Węgrzynowicz-Plichta „Miraże”, Wydawnictwo SIGNO, Kraków 2014, ss.128
32 LiryDram lipiec–wrzesień 2014

