Page 38 - 04_LiryDram
P. 38
Z zasady swoich czytelników szanuję i czuję wobec nich pewne onieśmielenie. Cóż więc mogę od takiego czytelnika oczekiwać? Ja- kie wobec niego mieć wymagania? By np. był przygotowany na lekturę moich wierszy albo żeby mnie podziwiał. Byłby to szczyt bufonady z mojej strony. Bo to raczej on oczekuje od autora czytelnego przekazu, komunikatu literackiego, aby podjąć jaki- kolwiek dyskurs, nawet taki, który zaskoczy jakąś niezgodą na artystyczną wypowiedź, czy też wprawi w niemałe zakłopotanie inną interpretacją tekstu. Ale szczerze mó- wiąc oczekuję dialogu. Bez odbiorcy nie istnieje żadna sztuka. Aby coś zaiskrzyło zawsze do tańca musi być dwoje. Najgor- sze jest milczenie. Wtedy ponosisz klęskę, czujesz, że sam siebie wyprowadziłeś na manowce. Możesz wtedy powiedzieć; Hej, nie idź tą drogą, bo zabłądzisz.
Czy według ciebie tak zwany artysta, pi- sarz, poeta, zwłaszcza kobieta różni się czymś od innych ludzi, którzy artystami nie są? A jeśli tak, to czym?
I znów wracasz do kobiety. Czy to jest te- raz w modzie? Nie wiem. Artyści nawet, gdy się różnią mentalnością, sposobem wy- powiedzi, są zwyczajnymi ludźmi. Powinna cechować ich przede wszystkim skromność. Irytuje mnie tzw. „przebieralnia” kobiet, które na siłę chcą „odmienności”, celebro- wania siebie jako artystek. Ale to nie ma nic wspólnego z artyzmem. Z obserwacji wiem, że im gorszy artysta, artystka, tym większa „celebracja” i parcie na szkło. Być może jest to wynik nadmiernej monotonii i szarości naszego życia. Praca, praca, praca. I zostaje pytanie, co ja mam z tego życia, prócz szaro- ści, przeciętniactwa. Wszędzie: w domu, na
ulicy, w zakładzie pracy, na uczelni itd. Po prostu nie chcę być anonimowym tłumem, niewidoczną rybką w ławicy. Jak to Stani- sław Trembecki powiedział „nie sądź nikogo po minie. Bo się w sądzeniu poszkapisz”. Ale przecież w sztuce nie o to chodzi. Naszym wyróżnikiem powinno być Słowo. Wrażli- wość. Umiejętność obserwacji świata, który nas otacza. Po prostu Życie.
Od czego zależy i czym tak w ogóle jest według ciebie dzisiaj możliwy sukces ko- biety w literaturze i w środowisku literac- kim ?
No cóż, Zbyszku, rozumiem to, że jesteś fa- nem ideologii sukcesu. Czym zatem on jest, Twoim zdaniem ? Jak już wspominałam i co pragnę jeszcze raz podkreślić, to objaw ma- gii, w którą, zamiast sacrum pragną uwie- rzyć młodzi twórcy. Nie zdają sobie z tego sprawy, że poezja, która jest matką literatu- ry, niestety jest gatunkiem niszowym. Dziś wydaje się 300-500 egzemplarzy książki poetyckiej, którą wymienia się na zasadzie ja tobie, ty mnie wśród znajomych królika. Sukces literacki można osiągnąć w literatu- rze masowej, komercyjnej. I to nie zawsze. Nagrody, umówmy się, nie zawsze są nobi- litujące, jedynie te, które osiągają „zawrot- ne” kwoty, jak nagroda Nike czy Nagroda Gdyńska, albo Silesius. Takich nagród jest zaledwie kilka. Spójrzmy na sukces w komu- nistycznym PRL-u. Nie, nie mam żadnych sentymentów. Ale Małgorzata Hillar, która debiutowała w 1957 r. „Glinianym Dzban- kiem”, była wielkim objawieniem poetyckim, później w 1959 r. wydała „Prośbę do macie- rzanki”. Obie książki cieszyły się niebywałym powodzeniem. Były wznawiane. Niby odnio- sła sukces, a jednak ten sukces był również
36 LiryDram lipiec–wrzesień 2014

