Page 45 - 04_LiryDram
P. 45

a bałam się nie otworzyć gdy dźwięk
domofonu kończył spokój nocy przez słomiane
ściany fruwały gwoździe wbijane dwa pomieszczenia
dalej meble napędzane kłótnią
pusty portfel odzywał się bólem żołądka
płakałam z soplami na włosach przy kozie
obejmując jej dogasający żar zasypiając z policzkiem
przy fajerce nie nauczyłam się rozumieć bełkotu
sąsiadki biegającej z siekierą ciągle tam wracam
po naukę zakradam się snem po skrzypiącej podłodze
patrzę nad dachami kamienic na noce obmyślania
jak uciec z płonącego domu czy lina spod łóżka
wystarczy do samej ziemi ile uderzeń wytrzymają drzwi
czy mam nóż obok poranionych palców
każdego dnia zabijałam litery w słowach ale wracały
nie usmolone grudkami noszonymi sześć pięter do piekła/nieba
Adriana Jarosz
Jeziorka Duszatyńskie
W sam dzień Wielkiej Nocy zbałwanione skały pogrąża las.
Ślad potoku gubi się w plątaninie liści, korzeni i parusetletnich drzew, a strupieszałe wierzchołki
sypią się w zamuloną wodę.
Pod taflą jeziora uduszone jodły wierzą w swoje zmartwychwstanie. Biją dusze dzwonów drewnianych wesołe: „Alleluja”, akompaniując brzęczącym muchom.
Za nimi koniec świata.
lipiec–wrzesień 2014
LiryDram 43


































































































   43   44   45   46   47