Page 223 - Besson&Demona
P. 223

sama kombinacja z drugim okserkiem. Początkowo dwa razy w tygodniu przejeżdża- liśmy krótszą trasę, a więcej czasu spędzaliśmy na koziołkach i szeregu (trzy, czte- ry skoki pojedyncze – mur, stacjonata, triplebarr i rowek zabudowany). Przeszkody nie przekraczały 80 centymetrów. Natomiast w terenie skakaliśmy przez kłody i row- ki. Wszystkie nasze konie robiły to chętnie. Jedynie Argun początkowo miał kłopoty z szeregami, w kombinacjach z kłusa gubił się, nie mógł złapać równowagi.
Plan treningowy opracowaliśmy tak, aby Besson, Argun i Adafnis były gotowe w sierp- niu do udziału w konkursach dla młodych koni. Po cichu każdy z nas marzył o sukce- sie. Nie chcieliśmy być gorsi od stad i stadnin poznańskich.
KTO POD KIM DOŁKI KOPIE...
Zbliżało się lato. Przygotowywaliśmy się z Maćkiem do urządzenia pierwszych zawodów konnych. Wciąż miałem w pamięci te przedwojenne, myślałem zatem, jak przenieść tamten wzór na naszą skromną moszeńską arenę. Ze stelmachem (stola- rzem) stadniny ciągłe naradzaliśmy się, jak zrobić odpowiednie przeszkody: stoja- ki, drągi, ramy do hyrd, brzozowy płot i mur. Na teren zawodów wybraliśmy środek padoku numer 1 między dwiema kępami drzew. Teren konkursowy został ogrodzo- ny żerdziami, a wokoło nich postawiliśmy trzy rzędy ławek. Jako trybuna honorowa posłużyły trzy przyczepy z ławkami i krzesłami. Rozprężalnia była na padoku numer 2, po drugiej stronie alei wjazdowej. W czasie zawodów wzdłuż tej alei miały stanąć stragany, także z piwem.
Na zorganizowanie takiej imprezy potrzebna była zgoda Centralnego Zarządu Hodow- li Koni, którego dyrektorem był Stanisław Kurowski (uprzednio dyrektor SK Racot). Termin zawodów ustaliliśmy na 11 i 12 sierpnia. Pojechałem więc do Warszawy, aby uzyskać od dyrektora Kurowskiego stosowne zezwolenie. Długo mnie przepytywał o organizację, kogo zapraszamy do udziału, czy to się nie odbije ujemnie na stad- ninie itd. Po rozmowie dostałem to, po co przyjechałem, pod warunkiem wszakże, że w Mosznej żniwa będą skończone (na następny dzień po zawodach zostało tylko do zwiezienia dziesięć hektarów owsa). Na tydzień przed zawodami, czyli w sobotę, rozlepialiśmy a sze przy kościołach w całej okolicy, ukazał się również, ilustrowany zdjęciami, spory artykuł w „Trybunie Opolskiej”. Zaprosiliśmy do udziału sekcje jeź- dzieckie z PSO Bogusławice i Gniezno oraz ze stadnin z Racotu, Niechlowa i Stub- na. My, jako gospodarze, wystąpiliśmy w skromnym składzie – Maciek na Adofnisie, a ja na Bessonie. Argun nie był jeszcze gotowy do startu. Bogusławice miały trzech dobrych jeźdźców: dwóch braci Jarosów i Wacława Gajdę, który dosiadał tak ruty- nowanego ogiera, jak Karmazyn (zaraz po wojnie w Niemczech wygrywał konkursy pod panem Sołtysińskim). Gniezno przywiozło sześć doskonałych ogierów na czele z Alchemikiem (Hexton xx i Alraune), który pod Czesławem Matławskim (dyrektorem
– 221 –
... O SPORCIE


































































































   221   222   223   224   225