Page 251 - Besson&Demona
P. 251
Ten rok w sporcie zapowiadał się ciekawie. W końcu kwietnia 1956 roku mieliśmy pojechać na międzynarodowe zawody do Drezna. Miał to być rewanż za mityng z ekipą NRD rozegrany w Polsce. W planach były organizowane pierwszy raz po woj- nie zawody międzynarodowe z udziałem ekip Węgier, CSRS, NRD i Polski, a później nasza ekipa miała pojechać na CHIO do Akwizgranu. Należało zatem treningi kon- dycyjne i ujeżdżeniowo-skokowe rozpocząć już w zimie. Mała ujeżdżalnia moszeńska niezbyt dobrze się do tego celu nadawała, więc jeśli tylko pogoda sprzyjała, wykorzy- stywałem każdą chwilę, aby trenować na zewnątrz.
PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU JESTEM ZA GRANICĄ
Na mityng do Drezna wyznaczono siedmiu zawodników: Kazimierza Sta- wińskiego, Edka Perzynę, Mariana Kowalczyka, Józefa Tubackiego, Tomasza To- karczyka, Jana Kowalskiego i mnie. Jechaliśmy w wagonach razem z końmi. Na granicy, na moście na Odrze, pociąg stanął. Stał i stał i końca tego stania nie było widać. Z tej okoliczności postanowił zrobić użytek luzak Kazimierza Stawińskiego – Czyżewski. Wziął dwa wiadra i zszedł z nasypu, aby nabrać wody – chciał napoić konie. Kiedy już nabierał wodę, pociąg ruszył, a on został z tymi wiadrami, tylko w koszuli, bez kurtki, a co gorsza – bez paszportu. Dzisiaj już nie pamiętam szcze- gółów, dość że straż graniczna NRD dowiozła pechowca do Drezna i cała historia zakończyła się szczęśliwie.
Po raz pierwszy w życiu przekraczałem granicę państwa polskiego. Niby tylko je- chaliśmy do NRD, a mimo wszystko na większości z nas wywarło to wielkie wra- żenie. Spotkaliśmy się tam z olimpijskimi ekipami Rumunii i Węgier, z jeźdźcami CSRS, naszymi zeszłorocznymi znajomymi z NRD oraz z jeźdźcami RFN. W kon- kursie otwarcia Marian Kowalczyk zajął szóste miejsce. W konkursie rozegranym na warunkach Pucharu Narodów zajęliśmy drugie miejsce za gospodarzami, wy- przedzając zespoły Rumunii i Węgier. W rozgrywce indywidualnej Besson i ja
– 249 –
... O SPORCIE

