Page 284 - Besson&Demona
P. 284

BESSON I DEMONA
SZALEŃSTWO W NEAPOLU
W drodze z Rzymu do Neapolu, tak jak poprzednim razem, zatrzymaliśmy się na Monte Cassino, aby złożyć pod pomnikiem kwiaty. Na miejsce dotarliśmy w niezłych humorach. Mimo to konkurs kwalifikacyjny do konkursu szesnastu koni o Nagrodę Banco di Napoli rozpoczął się dla mnie fatalnie. Zająłem siedem- naste miejsce i tym samym odpadłem z udziału w tym konkursie. Odesłałem zatem konie do stajni oddalonej (co istotne w tej historii) mniej więcej o dwa kilometry, a sam usadowiłem się na trybunie obok sympatycznej neapolitan- ki. Speaker podawał wyniki i komunikaty jedynie w języku włoskim. W pewnym momencie usłyszałem swoje nazwisko. Poprosiłem więc moją sąsiadkę o prze- tłumaczenie i okazało się, że jeden z szesnastu zakwalifikowanych jeźdźców wy- cofał się, więc jako szesnasty wchodzę ja. Ogarnęło mnie przerażenie: mam za chwilę startować, a Besson poszedł do stajni, i to daleko! Pobiegłem na rozprę- żalnię. Spotkałem dobrego znajomego Hiszpana Francesco Goyaga, przedstawi- łem mu sytuację i poprosiłem o pożyczenie Toscanelli, abym mógł dostać się do stajni. Oczywiście zgodził się i pogalopowałem. Na szczęście Besson był jeszcze w pełnym rynsztunku. Toscanellę oddałem luzakowi, aby stępem wrócił na niej na stadion, a sam galopowałem z powrotem. Wszystko to odbywało się w szalo- nym tempie.
Kiedy wjeżdżałem na rozprężalnię, słyszałem już spikera zapowiadającego start naszej pary. Skoczyłem po drodze jedną przeszkodę na rozprężalni i wyjechałem na start. Pierwszą rozgrywkę wygrałem, jadąc razem z jakimś włoskim o cerem, drugą również, z Niemką Rosemarie Röhr. W trzeciej rozgrywce tra łem na ka- pitana Raimondo D’Inzeo. Stary lis widząc, że mój Besson jest bardzo zdenerwo- wany (chyba przypomniał sobie wyścigi na Służewcu), zrobił trzy falstarty, za co dostał upomnienie od sędziego startera. Za czwartym podejściem wystartowali- śmy. Tempo było stiplowe, jednak udało mi się Raimonda wyprzedzić. Czwarta i ostatnia rozgrywka też nie była łatwa, tym razem musiałem się ścigać z Pierro D’Inzeo. On jednak zachował się fair i start odbył się prawidłowo. Besson szalał, nie próbowałem go regulować, a że po trzech przebiegach znał trasę na pamięć, więc tylko pilnowałem, aby nie stracił czasu na zakrętach. Obaj przejechaliśmy bezbłędnie, a ja minąłem celownik o pół długości przed moim konkurentem. Dwie ostatnie rozgrywki wypadło mi jechać z zawodnikami, którzy w następnym ro- ku na olimpiadzie zostali mistrzem i wicemistrzem. W konkursie potęgi skoku po drugiej rozgrywce wygrał Włoch Maini, a drugie miejsce zajęliśmy ex aequo – Ute Richter, Raimondo D’Inzeo, Marian Kowalczyk na Pregorze i ja na Dukacie. Był to ciekawy przypadek. Maini w skoku wyleciał z siodła i kiedy koń lądował, on stał na jednym strzemieniu po lewej stronie konia. Nie dotknął jednak ziemi i szczęśliwie wrócił w siodło.
– 282 –


































































































   282   283   284   285   286