Page 286 - Besson&Demona
P. 286

BESSON I DEMONA
Nowakiem i Dukat. 205 centymetrów strąciły wszystkie trzy, w drugim podejściu tylko Dukat przeszedł bezbłędnie. Komisja PZJ, ustalając o cjalny wynik, znalazła taki punkt przeszkody, w którym wysokość wynosiła 201 centymetrów. I taka wyso- kość została uznana jako nowy rekord Polski.
Konkurs zespołowy wygraliśmy po rozgrywce z ekipą COJ Poznań (Marian Kowal- czyk – Mitrydat, Marian Babirecki – Demagog i Janusz Nowak – Fis), a w naszym zespole startowały: Gonosz 4-0 pod Geislerem, Arlet 0-4 pod Marianem Gorzymem i Besson 0-0 pode mną. To było bardzo cenne zwycięstwo.
W tamtych czasach ośrodek jeździecki w Poznaniu stał na bardzo wysokim poziomie, dysponował kadrą trenerską najwyższej klasy w osobach panów Jana Mossakowskie- go i Wiktora Olędzkiego oraz najlepszymi jeźdźcami o dużym międzynarodowym do- świadczeniu, zdobytym na największych hipodromach Europy. Byli wśród nich tacy zawodnicy, jak Marian Babirecki, Marian Kowalczyk, Janusz Nowak czy Andrzej Ko- byliński, a potem Jan Kowalczyk, Marian Kozicki, Zbigniew Ciesielski i Zbigniew Cie- bielski, którzy wraz z trenerem Olędzkim przeszli do Legii. COJ Poznań – Wola dys- ponował również najlepszymi końmi krajowymi. Wówczas zdecydowana większość koni sportowych należała do stad i stadnin państwowych i kiedy pokazał się dobry koń wyczynowy, przychodziło z Centralnego Zarządu polecenie, aby przekazać go do Centralnego Ośrodka w Poznaniu. Moszna natomiast była małym klubem, w którym jeźdźcy od początku kariery byli szkoleni na miejscu. Konie również były ujeżdżane i naskakiwane w Mosznej. Dlatego rywalizacja z COJ Poznań – Wola była dla nas wiel- kim zaszczytem, a zwycięstwo nad nimi dużym osiągnięciem.
W naszym zespole startowałem jako ostatni i sytuacja przedstawiała się tak: jeśli przejadę bezbłędnie – to zespół wygrywa, jeśli zrobię jedną zrzutkę, a Marian Ba- birecki startujący po mnie będzie „czysty”, to dalej jesteśmy ex aequo. Natomiast jeśli będę miał więcej niż 4 punkty karne, to wygrywa Poznań. Jeszcze dzisiaj, choć od tamtego dnia minęło pięćdziesiąt lat, mam przed oczami Mariana czekającego w bramie na start. Kiedy skończyłem z wynikiem „0”, machnął ręką i zsiadł z Dema- goga. Nagrodą rzeczową w tych zawodach był duży kryształowy puchar.
DYREKTOR W SIÓDMYM NIEBIE
Po powrocie do Mosznej następnego dnia wieczorem poszliśmy całą naszą ekipą wraz z Henrykiem Forsterem, który był jej szefem, do dyrektora stadniny Ta- deusza Grządkowskiego i przekazaliśmy puchar. Dyrektor był w siódmym niebie, napełnił go odpowiednim płynem i zaprosił nas czterech na kolację. Mimo że nie- którzy mieli duże możliwości, to jednak większość alkoholu pozostała w pucharze. Fakt ten bardzo poprawił nastawienie dyrektora do sportu. Różne drogi do tego celu prowadzą.
– 284 –


































































































   284   285   286   287   288