Page 288 - Besson&Demona
P. 288

BESSON I DEMONA
DOKŁADNOŚĆ TO NASZA SPECJALNOŚĆ
Następną imprezą międzynarodową tego roku były CSI w Sopocie. Startowa- łem tam na Bessonie, Dukacie i Kanonie. Konkurs zespołowy wygrały dwie amazonki z RFN: Renata Freitag i Maria Sohste, jadące na trzech koniach.
Bezpośrednio po zawodach w Sopocie pojechaliśmy do Lipska i Akwizgranu. Wyników z Lipska nie pamiętam, natomiast bardziej utrwaliły mi się nasze rezultaty z Akwi- zgranu, może dlatego że tam poszło nam znacznie lepiej. Babirecki zajął trzecie, siód- me i ósme miejsce, Marian Kowalczyk szóste, dwa razy siódme i dziewiąte, a Janusz Nowak dwa razy siódme, dziewiąte i dwa dalsze. W konkursie dokładności, w którym startowało 110 koni, zająłem siódme miejsce na Bessonie. W Pucharze po pierwszym nawrocie zajmowaliśmy trzecie miejsce za Włochami i USA, dzieląc je z Niemcami. Niestety, w drugim nawrocie poszło nam już gorzej i spadliśmy na dziewiąte miej- sce, plasując się przed Danią i Holandią. W pierwszym nawrocie miałem na Dukacie 4 punkty złapane na rowie, a drugi nawrót bezbłędny. Byłem jednym z pięciu zawod- ników, którzy ukończyli Puchar z 4 punktami karnymi.
DWAJ MISTRZOWIE ŚWIATA I JA... MIĘDZY NIMI
W Pucharze Narodów przeważnie startowałem jako ostatni w naszej ekipie. Szefostwo uważało, że nerwy mam jak postronki i, czekając na start, nie będę się tak bardzo denerwował. Prawda natomiast wyglądała zupełnie inaczej. Ile to czeka- nie mnie kosztowało, wiedziałem tylko ja, a że nie dawałem tego po sobie poznać, to zupełnie inna sprawa. Uważałem, że okazywanie zdenerwowania godziłoby w moją dumę. Świadomość, że wynik naszej ekipy będzie zależeć od mojego przejazdu, była wielkim obciążeniem. Choć muszę przyznać, że tego rodzaju obciążenie bardzo mnie mobilizowało. I tym razem w Akwizgranie startowałem jako ostatni, a nasza ekipa miała kolejny numer startowy między zespołami RFN i Włoch.
Po rozprężeniu czekało się na start na padoku obok bramy wjazdowej na stadion. Pano- wał upał i słońce grzało niemiłosiernie. Na padoku rosło drzewo, które dawało trochę cienia. Schroniliśmy się pod nim i czekaliśmy na start. Nagle uświadomiłem sobie, z jaki- mi zawodnikami przyszło mi czekać. Przede mną był Hans-Günter Winkler na Halli, a po mnie – Raimondo D’Inzeo na Merano. Dwaj mistrzowie świata! Gdyby kilka lat wcześniej ktoś mi powiedział, że będę z nimi startował, to roześmiałbym się mu w nos.
Wszyscy trzej byliśmy skupieni i czekaliśmy na start w zupełnym milczeniu. Kiedy Winkler wjechał na płytę stadionu, wielotysięczna publiczność przywitała swojego ulubieńca gromkimi brawami. Po sygnale do startu zapadła absolutna cisza – sta- dion zamarł w oczekiwaniu na wynik. W pewnym momencie rozległ się jęk, a Ra- imondo z uśmiechem mrugnął do mnie. Po chwili jęk się powtórzył i gest Raimonda
– 286 –


































































































   286   287   288   289   290