Page 299 - Besson&Demona
P. 299

cięższym dla ekipy akwizgrańskiej i nieco lżejszym dla ekipy moskiewskiej. Konkur- sy miały się odbyć pod koniec tygodnia poprzedzającego nasze wyjazdy. To miała być taka o cjalna próba rozegrana w obecności całego Zarządu PZJ. W połowie tygo- dnia pan Mossakowski ćwiczył z nami szereg, taki, jaki miał być skakany w konkursie. Z Dukatem nie miałem żadnych trudności, ale z Bessonem działo się coś dziwnego. Najechałem raz – zatrzymał się przed trzecim członem, najechałem drugi raz – za- trzymał się przed drugim członem, a za trzecim razem stanął przed pierwszym okse- rem. Zupełnie zgłupiałem. Koń lubił skakać i nie zdarzyło się, aby kiedykolwiek odmó- wił pokonania przeszkody.
WEŹ ZA BAT I PRZESTAŃ SIĘ CACKAĆ
Poprosiłem pana Mossakowskiego, aby dać Bessonowi spokój. Uważałem, że musi mu dolegać coś poważnego, skoro tak zdecydowanie odmawia skoku. Zasko- czony, usłyszałem: „Weź za bat i przestań się z nim cackać”. Na takie dictum po raz pierwszy odmówiłem wykonania polecenia. Zsiadłem z Bessona i zaprowadziłem go do stajni. Wieczorem musiałem pojechać na dwa dni do Mosznej. Zostawiłem więc polecenie mojemu zaufanemu luzakowi Ernestowi Dudzie, aby Dukat rano robił dwa koła na torze w kłusie, a Besson godzinę stępa i po południu spacer. Wróciłem wie- czorem na dzień przed próbą generalną.
UCAŁOWAŁEM BESSONA
Poszedłem do stajni, konie wyglądały bez zarzutu. Ernest Duda poinformował mnie, że Besson pierwszego dnia miał apetyt i był spokojniejszy niż zwykle, natomiast w drugim dniu na spacerach pobrykiwał. Ucieszyło mnie to bardzo, bo dowodziło, że czuje się już dobrze. Konkurs kwali kacyjny miał być rozegrany wczesnym popołu- dniem, więc rano zabrałem konie na spacer, który zakończyliśmy lekką pracą ujeżdże- niową i kilkoma małymi skokami. Besson każdą z tych gimnastycznych małych ewolucji kończył pobrykiwaniem. Byłem bardzo zadowolony, niemniej przed tym występem mia- łem wielką tremę. „A co, jeśli Besson znów odmówi skoków? Wyjdę na durnia. Za brak subordynacji mogę być skreślony z wyjazdu, a jeśli nawet nie ja, to Besson na pewno” – biłem się z myślami. Bardzo nie lubiłem takich „popisowych” występów, bo to właści- wie walka o marchewkę, a dyskusji krytycznej wiele. Tym razem zależało mi specjalnie, aby moje konie, a przede wszystkim Besson, wypadły dobrze.
Parkur był trudny technicznie i parametry przeszkód poważne. W efekcie tylko dwa przebiegi były bezbłędne: jeden należał do Dukata, a drugi do Bessona. Ucałowałem go za to. Czy czuł, że dzięki niemu z tej trudnej sytuacji wyszedłem z honorem? Może...
– 297 –
... O SPORCIE


































































































   297   298   299   300   301