Page 305 - Besson&Demona
P. 305
I tak te 0,25 punktu pozbawiło mnie czwartego miejsca, które dzieliłbym z takimi sławami jak Thiedemann i Steinkraus. Tylko dwa konie nie miały zrzutek na prze- szkodach – Bachus i właśnie Dukat. Niestety, Dukat złapał dwa razy wodę, lądując na taśmie. A stać go było na dwa dłuższe skoki po pięć metrów. Zabrakło mi szczę- ścia, które dopisało Alvinowi Schockemöhle. Jego Bachus stuknął tak mocno w gór- ny drąg na irlandzkim wale, że ten podskoczył, a później... opadł z powrotem na uchwyty. Kiedy ten drąg spadał, na trybunach rozlegał się jęk pięćdziesięciotysięcz- nej publiczności.
Trochę się rozpisałem o moim udziale i wyniku w Wielkiej Nagrodzie Europy, ale był to mój największy sukces jeździecki, największe przeżycie, a jednocześnie wielki żal – te pozornie małe błędy okazały się bardzo kosztowne.
W drugim konkursie Janusz Nowak na Fisie był dziewiąty. W przedostatnim dniu ro- zegraliśmy Puchar Narodów. Będąc tylko we trójkę, startowaliśmy z przegranej pozy- cji. A mimo to w konkursie ostatniej szansy Janusz Nowak na Fisie był czwarty, a Je- rzy Grabowski na Demagogu dziewiąty. Tak zakończyła się nasza wyprawa do Lipska i Akwizgranu. Jednak, mimo wszystko, dla mnie specjalnie udana.
SPORT TO NIE MATEMATYKA
Mimo że zająłem wysokie miejsce w Wielkiej Nagrodzie Europy, PKOl nie wy- raził zgody na mój start w igrzyskach olimpijskich w Rzymie. Z jednej strony szkoda, bo mogłem spróbować, a jadąc z kadrą WKKW kosztów transportu właściwie by nie było. Z drugiej strony, rzymskich parkurów i włoskich przeszkód Dukat nie lubił. Czy miałbym zatem udane przebiegi? Oczywiście, trudno zgadnąć.
Do udziału w igrzyskach została zgłoszona tylko ekipa WKKW, która w poprzednim roku na mistrzostwach Europy w Harywood udowodniła swoje duże możliwości, zaj- mując czwarte miejsce. Zostawili wówczas za sobą m.in. ekipy Włoch, Szwecji, Szwaj- carii, ZSRR... W skład naszego zespołu ostatecznie weszli: Marian Babirecki z Voltem, Andrzej Orłoś z Krokoszem, Andrzej Kobyliński z Wolborzem i Marek Roszczynialski z Gafme. Jako zapasowe pojechały Klarys i Wizma. Ponieważ zapadła już ostatecznie decyzja, że ja w igrzyskach udziału nie wezmę, zająłem się organizacją ogólnopol- skich zawodów w Mosznej oraz różnymi sprawami organizacyjno-hodowlanymi, któ- rych w okresie moich wyjazdów (Lipsk, Akwizgran) nazbierało się sporo.
Zawody w Mosznej odbywały się tradycyjnie w połowie sierpnia (11-13). Zjazd był stosunkowo liczny, przybyły wszystkie znaczące kluby i sekcje jeździeckie. Pierwszy konkurs dokładności wygrałem na Dukacie. Konkurs zespołowy wygrała po raz trzeci ekipa Mosznej, zdobywając Srebrne Strzemię na własność. Indywidualnie najlepszy był Marian Kowalczyk na Pregorze, mnie poszło gorzej, zająłem bowiem dopiero piąte miejsce. Cóż, sport to nie matematyka i różnie bywa.
– 303 –
... O SPORCIE

