Page 387 - Besson&Demona
P. 387

W konkursie indywidualnym programy na ogół były wykonywane lepiej, a sędziowanie było równiejsze, choć zdarzały się wypadki oczywistej stronniczości.
W porównaniu z wynikami konkursu zespołowego w indywidualnym znacznie lepiej pojechali zawodnicy RFN. Złoty medal zasłużenie wywalczyła amazonka RFN Liselott Lisenhoff na koniu Piaf szwedzkiej hodowli, medal srebrny przypadł Elenie Pietuszko- wej na Pepel, natomiast dopiero brązowy medal zdobył Josef Neckärmann na Vene- tii. Zwycięstwo Eleny Pietuszkowej nad Neckermannem było mało przekonujące. Ten ostatni u sędziego Nybleusa został sklasy kowany dopiero na siódmym miejscu. Cóż, czasem wyroki sędziów są niezbadane.
ZOBACZYLIŚMY LORĘ WYWOŻĄCĄ ZWŁOKI KONIA
Skończył się dobry czas spokojnego ogląda- nia igrzysk. Zbliżał się termin występów skoczków, z którymi byłem już bardzo bezpośrednio związa- ny. Trening naszej ekipy polegał na konsekwentnym kontynuowaniu tego, co zaplanowaliśmy w domu. Wyjątek stanowił Bronz, gdyż nabawiwszy się kula- wizny w Pucharze Narodów w Akwizgranie, był pod- dawany kuracji, po której jeszcze w domu przeszedł trening wytrzymałościowy. Trening skokowy zapla- nowany był już na pobyt w Monachium. Z powodu niepewnej jeszcze formy Bronza i dość ryzykownego planu jego treningów skokowych przesadziłem Ma- riana Kozickiego na Jastarnię, Kowalczyk dyspono- wał bowiem doskonałym Chandżarem, którego for- ma zdecydowanie rosła.
Dwa dni po przybyciu konie pracowały lekko. Pierw- szy trening skokowy wypadł o dziwo niezadowalają- co. Zdecydowany wpływ na taki obrót sprawy miała atmosfera olimpiady. Treningi w obecności obser- watorów, składających się zarówno z najlepszych zawodników świata, jak i największych koneserów sportu jeździeckiego, przysparzały zdenerwowania jeźdźcom, które udzielało się koniom. Aby nie peszyć ani jeźdźców, ani koni, na początku obniżyłem wy- magania do minimum, a potem, stopniowo, obciąże- nia podnosiłem. Powoli doprowadziłem jeźdźców do pewności i wiary w siebie oraz w konie.
...O OLIMPIADACH
– 385 –
Jak donosiła „Stolica”w kore- spondencji
z 10 X 1972 r., o Janie Kowal- czyku i jego Chandżarze pisała cała zachodnionie- miecka prasa. Niestety nie z po- wodu sukcesu tej znakomitej pary, tylko ze względu na padnięcie konia tuż przed zawodami.


































































































   385   386   387   388   389