Page 449 - Besson&Demona
P. 449

...O POLOWANIACH
Spotkanie w Niebieszczanach, 1985 r . W pierwszym rzędzie od lewej: Carmen Morawska, moja żona, Anna Morawska, ja. W drugim rzędzie od lewej: Wacław, Andrzej i Paweł Morawscy.
kwaterę, należało uzupełnić zapasy i narąbać drzewa. Po nieudanym wieczorze po- stanowiłem nazajutrz wrócić na moją ambonę. Oddalona była od naszej siedziby o ja- kieś pół godziny marszu. Krysia została w leśniczówce, a ja poszedłem na spotkanie z moim bykiem. Ranek był chłodny, słychać było ryki, ale dosyć daleko. Mój się nie odzywał, panowała zupełna cisza. Koło siódmej zszedłem z ambony, zły i zmarznięty wróciłem do leśniczówki.
Moja żona była w doskonałym humorze i zaczęła sobie ze mnie żartować. Okazało się, że jakiś czas po moim wyjściu obudziły ją ryki jeleni. Wstała, otworzyła okno i jej oczom ukazał się wspaniały widok. Tuż obok leśniczówki było poletko kapusty i w tej kapuście chmara jeleni – parę łań i dwa byki. Na kilkanaście metrów od okna byki ry- czały na przemian i walczyły ze sobą o prawo nad chmarą. Walka musiała być ostra, bo słychać było głośny łomot i trzask uderzających o siebie tyk. Takie przedstawienie Krysia miała przez prawie dwie godziny. Ja w tym czasie przemierzyłem około sześciu kilometrów i nie spotkałem żadnego byka. Tyle że zmarzłem. Tak to na polowaniach bywa. Święty Hubert lubi robić myśliwym psikusy.
– 447 –


































































































   447   448   449   450   451