Page 452 - Besson&Demona
P. 452

BESSON I DEMONA
chwila któryś z nas, zawadziwszy o drut, padał. Dwa ostatnie kilometry wydawały się katorgą.
Kiedy z daleka zobaczyliśmy, że w domu są wygaszone światła, zrobiło nam się jesz- cze bardziej głodno. I kiedy tak strapieni podchodziliśmy pod dom, nagle zapaliły się wszystkie światła. Moja siostra z daleka słyszała nasze głosy i postanowiła zrobić nam psikusa. Trzeba przyznać, że udało się jej nas nabrać. Tym bardziej byliśmy szczęśli- wi, kiedy okazało się, że czeka na nas gorąca kolacja. Nieludzko zmęczeni, marzyliśmy tylko o tym, aby się wyspać. Tego wieczoru polowań mieliśmy dość.
I TYLKO BURY ŁEB ZOBACZYŁEM
Nwazajutrz przy śniadaniu okazało się, że żyłka myśliwska silniejsza jest od zmęczenia. Zapadła decyzja, że zapolujemy na lisy w niedalekich potokach. Przepę- dziliśmy dwa potoki bez efektu, kiedy spotkaliśmy mieszkańca Niebieszczan. Właśnie wracał z lasu. „Panowie, chodzicie za lisami, a na Cyplach (sąsiedni las) są trzy wilki” – powiedział. Podziałało to na nas jak ostroga na konia. Trzech czy czterech chłopców z nagonki poszło z psem do wsi i szosą do Cypli mieli popędzić do góry w kierunku dużego lasu. My zaś poszliśmy górną drogą wzdłuż dużego lasu. Na pierwszym sta- nowisku Andrzej postawił Maćka Rudzińskiego, dalej stanąłem ja, za mną Florek Cy- ganik, miejscowy myśliwy, i w kolejności Adam Bisping, Hubert Wolański i Andrzej, a od dołu  ankował Władek Cyganik. Po lekkiej odwilży w nocy złapał przymrozek i górna warstwa śniegu była zlodowacona. To powodowało, że każde poruszenie się po śniegu było dość głośne. Przed zajęciem stanowisk postanowiliśmy, że pierwszy strzał zostanie oddany do wilka.
W kilka minut po ruszeniu nagonki wyraźnie usłyszałem zbliżające się stąpanie. Wsłu- chiwałem się w ten chrzęst śniegu i w miarę, jak stawał się coraz bliższy, serce waliło mi coraz głośniej. Dzieliła nas odległość nie większa niż dwadzieścia metrów. Gęsty młodnik uniemożliwiał mi zobaczenie w miocie czegokolwiek. Poza tym, niepomny na ustalenia, mój sąsiad strzelił (jak się później okazało, lisa). Na to wilk w susach zakrę- cił w lewo i skierował się na stanowisko Maćka. Czekałem chwilę na strzał z jego stro- ny, nic się jednak nie wydarzyło. Po chwili usłyszałem wracającego wilka. W młodni- ku wypatrzyłem lukę między sosenkami, zbliżyłem się i czekałem na chwilę, kiedy go zobaczę. Nie wziąłem jednak poprawki, że stojąc na linii, byłem bardziej widoczny niż wilk w młodniku. Po paru sekundach w tej luce zobaczyłem wychylający się bury łeb. Strzeliłem, ale on zobaczył mnie o ułamek sekundy wcześniej i w momencie strzału zrobił „młynka” w tył i w susach się oddalił. Zrozumiałem, że mnie przechytrzył. Po chwili na drugim stanowisku z mojej lewej strony padł strzał i usłyszałem głos Ada- ma: „Mam wilka”. Tak niefortunnie skończyło się dla mnie spotkanie z wilkiem. Jak się miało okazać, pierwsze i ostatnie.
– 450 –


































































































   450   451   452   453   454