Page 453 - Besson&Demona
P. 453

...O POLOWANIACH
Polowanie, Turzańsk, 1985 r. Od lewej: ja, Andrzej, Carmen i Zofia Morawscy.
SANY ODJECHAŁY W SINĄ DAL
Byłem na zimowym urlopie u rodziców w Krakowie. Po świętach Bożego Naro- dzenia resztę urlopu miałem spędzić z częścią mojej najbliższej rodziny w wymarzo- nych Niebieszczanach. Zima była wówczas śnieżna, zwłaszcza na Pogórzu. Pojechaliśmy dwiema warszawami. Jedną prowadził mój szwagier Andrzej, drugą, mojego drugiego szwagra Juliusza Ostrowskiego – pan Malik, który miał nas odwieźć i wrócić. W pierw- szej pojechali Zosia i Andrzej, Hubert Wolański, Adam Bisping i dwoje najmłodszych dzieci: Tomek Morawski i Anusia Ostrowska. W drugiej zaś, pod moją opieką, trzej starsi chłopcy: Jasiek i Dudek Ostrowscy oraz Wacek Morawski. Droga do Pilzna była przetar- ta i jechało się dobrze. Od Pilzna przez Jasło, Krosno była już mocno zaśnieżona, a jak zwykle między Rymanowem a Zarszynem, gdzie teren jest już bardziej pofalowany, w wielu miejscach zasypało i trzeba było jechać polem wyjeżdżonymi koleinami. An- drzej, jadąc przed nami, szczęśliwie te zaspy przejechał. My natomiast stanęliśmy nos w nos z jadącymi z Sanoka ciągnikami. O wyminięciu ich nie było mowy, wycofanie ich lub nasze też było niemożliwe. Po długiej naradzie z kierowcami sanów postanowiliśmy, że oni przestawią naszą warszawę w śnieg, potem przejadą i wstawią nas z powrotem
– 451 –


































































































   451   452   453   454   455