Page 456 - Besson&Demona
P. 456
BESSON I DEMONA
Polowanie
w Bieszczadach, Turzańsk, 1985 r.
Od lewej: ja, Wacław i Zofia Morawscy, Maciej Rudziński, Andrzej Morawski.
„Ratunku, ratunku!”. Chwilę potem z młodniaka wyskoczył na oko dziewięć- dziesięciokilogramowy odyniec ubrany... w zielony płaszcz. Wyglądało to tak komicznie, że pękałem ze śmiechu. Mojemu sąsiadowi do śmiechu jed- nak nie było. Dzik wybiegł wprost na niego, a on go strzelił. Okazało się, że dzik miał odstrzeloną rapetę na wysokości stawu pęcinowego. Rana już się zagoiła i stawał na kikucie. Miał zapewne niemiłe wspomnienie ze spotka- nia z człowiekiem i kiedy naganiacz natknął się na niego w miocie, dzik go zaatakował i przewrócił. Szczęśliwie niezbyt głęboko przeciął udo szablą, a przy okazji zaplątał się w ten zielony płaszcz i tak ubrany wyskoczył na swoje ostatnie spotkanie z człowiekiem.
– 454 –

