Page 457 - Besson&Demona
P. 457
Ten wypadek mógł być w skutkach bardzo groźny, gdyby dzik tra ł nie w udo, ale w pachwinę lub brzuch. Na szczęście skończyło się na założeniu paru szwów w szpita- lu w Kutnie. Bardzo współczułem niefortunnemu naganiaczowi, ale muszę przyznać, że jeszcze dziś trudno mi powstrzymać uśmiech na wspomnienie dzika odzianego w zielony nieprzemakalny płaszcz.
JESZCZE TRZYMAM DUBELTÓWKĘ
Zrezygnowałem z polowań. Tę decyzję wymusiły dolegliwości związane z krę- gosłupem i nogami. Bardzo to przeżywam, że nie mogę już obcować z przyrodą, za- żywać ruchu na świeżym powietrzu, mieć kontaktu ze zwierzyną, niekoniecznie po to, aby strzelać... Polowania sprawiały mi wiele radości. Mógłbym wprawdzie polować z zasiadki, ale to mi nie odpowiada, a poza tym zawsze musiałby mi ktoś towarzyszyć. Zdecydowałem zatem, że moją broń kulową przekażę wnukowi Piotrkowi Ostrowskie- mu, który z wielkim przejęciem zaczyna polować. Dubeltówkę na razie jeszcze za- trzymałem, ale mam zamiar również ją o arować – mojej wnuczce Zosi Morawskiej, obecnie Rostworowskiej.
***
...O POLOWANIACH

