Page 470 - Besson&Demona
P. 470

BESSON I DEMONA
księżniczką. Krysia bardzo się tą wiadomością przejęła, trochę ją przerażało małe gro- no uczestników. Aby nie siadać do stołu głodna, zjadła przed lunchem dwie kanapki. Tymczasem spotkanie z księżniczką Anną było jednym z najprzyjemniejszych wydarzeń podczas tego pobytu. Księżniczka okazała się czarującą gospodynią. Dzięki jej bezpo- średniości i ujmującemu sposobowi bycia nikt nie czuł się skrępowany, więc i to zdener- wowanie, i te kanapki okazały się zbędne.
Nasze wspólne podróże zawsze sprawiały mi wielką radość. Dzisiaj, kiedy o tym my- ślę, dziękuję losowi, że mogliśmy doświadczać tych przeżyć razem. Że Krysia nie mu- siała zostawać sama w domu.
ZACZYNAMY ŻYCIE MIESZCZUCHÓW
W początkach lat siedemdziesiątych nadarzyła się okazja kupienia mieszkania w Warszawie. W zamian za oddanie jednopokojowego mieszkania czynszowego należą- cego do mojej żony otrzymaliśmy prawo kupna w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkanio- wej trzypokojowego mieszkania w nowym budownictwie. Osiedle Chomiczówka leżało wówczas poza granicami Warszawy, nawet autobus tam nie dojeżdżał. Tą lokalizacją by- liśmy przerażeni, ale innej możliwości nie było. Zbliżała się emerytura, wiedzieliśmy, że będziemy musieli opuścić Mosznę, przeto zdecydowaliśmy się na ten zakup. Po sprze- daniu różnych uratowanych z zawieruchy wojennej rzeczy zgromadziliśmy odpowied- nią kwotę, wpłaciliśmy do spółdzielni i czekaliśmy. W 1976 roku otrzymaliśmy klucze. Teraz trzeba było „tylko” mieszkanie wykończyć i umeblować, na razie kilkoma sprzę- tami z mieszkania Krysi i częściowo z Mosznej. Zaczęły się zatem jazdy samochodem wypełnionym po brzegi w tę i z powrotem – z Mosznej do Warszawy, według Krysi „do domu”, i z Warszawy do Mosznej, dla mnie też „do domu”. Naszym miejskim domem moja żona cieszyła się jak dziecko. Od wysiedlenia z Poznania w 1939 roku było to jej pierwsze własne mieszkanie. Przejęta, tłumaczyła mi, że po zamieszkaniu w Warszawie będziemy bywać w teatrach i kinach tak często, jak tylko się da. Tak się jednak nie stało i nasze wyprawy do kina były rzadsze niż wówczas, kiedy mieszkaliśmy w Mosznej. Za- bawne, ale w tej wiosce, gdzie nasze życie koncentrowało się na sprawach „końskich”, co czwartek chodziliśmy do kina na doskonałe „zerowe”  lmy.
15 sierpnia 1978 roku zostałem służbowo przeniesiony do Warszawy. Rozpoczęli- śmy nowe życie. Tym razem w mieście.
DZIEŃ ZA DNIEM
Z Kozienic do Mosznej przyjechałem z jedną walizką i skrzynką książek. Po
dwudziestu ośmiu latach nasze dobra zapakowaliśmy na dwie ciężarówki – jedna po-
– 468 –


































































































   468   469   470   471   472