Page 471 - Besson&Demona
P. 471

jechała do Warszawy, druga zaś do... Niebieszczan. Niestety, w naszym niewiele po- nadpięćdziesięciometrowym mieszkaniu nie mogliśmy pomieścić wszystkich rzeczy (ich segregowanie i pakowanie to była naprawdę ciężka robota). Ogólnopolskie zawo- dy w Mosznej zakończyły się 15 sierpnia 1978 roku. Wieczorem Krysia urządziła po- żegnanie już w pustym mieszkaniu. Kilkanaście osób siedziało na podłodze gdzie kto mógł. O drugiej w nocy wsiadłem w samochód i pojechałem ustawiać meble i wieszać obrazy w nowym lokum. Po dwóch dniach przyjechała moja żona i wzięła się do orga- nizacji nowego domu. I tak rozpocząłem życie mieszczucha.
Wydawało się, że będziemy mieli więcej czasu dla siebie. W pierwszym okresie, kiedy przygotowywałem kadrę do igrzysk olimpijskich w Moskwie, w domu byłem półtora dnia w tygodniu, resztę spędzałem na zgrupowaniu albo zawodach. Krysia wprawdzie ze zrozumieniem znosiła tę sytuację, lecz była skazana na samotność. Starałem się wykorzystywać każdą możliwość, aby zabierać ją jeśli nie do Łącka, to na różne zawo- dy. Trochę się to zmieniło, kiedy zrezygnowałem z obowiązków trenera kadry i ogra- niczyłem się do pracy w biurze Zrzeszenia Hodowli Zarodowej.
Nowa praca też wymagała częstych wyjazdów do stad, stadnin i zakładów treningo- wych. Tyle że wieczorem mogliśmy być razem. Chodziliśmy do kina, teatru, spotykali- śmy się z przyjaciółmi. Krysia znakomicie gotowała, choć na co dzień nie bardzo lubiła to zajęcie. Natomiast kiedy była ku temu wyjątkowa okazja, potra ła zrobić wspaniałe przyjęcie. Często na naszym stole pojawiała się upolowana przeze mnie dziczyzna. Moja żona była mistrzynią w przygotowywaniu potraw z zająca – pasztetów, combra, gulaszu z kładzionymi kluseczkami...
Na początku lat dziewięćdziesiątych pojechaliśmy do Kanady, do Calgary, aby odwie- dzić syna żony. Podczas tego pobytu skorzystaliśmy z okazji i wybraliśmy się do po- łożonego opodal ośrodka jeździeckiego Spruce Meadows, gdzie są rozgrywane jedne z największych międzynarodowych zawodów w skokach. Ośrodek wywiera duże wra- żenie – po dwu stronach loży sędziowskiej znajdują się dwa identyczne tory prze- szkód, loża zaś jest tak zbudowana, że można z niej sędziować jeden i drugi parkur. Właściciel obiektu pan Southern był zajęty, poprosił zatem swoją żonę, aby nas opro- wadziła po obiekcie. To było bardzo miłe spotkanie. Pani Southern poświęciła nam dużo czasu i pokazała wiele interesujących rzeczy.
SŁOŃCE, MORZE, WĘGORZ I MROŻONA WÓDKA...
Decyzję o przeniesieniu do Warszawy przyspieszył pogarszający się stan zdro- wia Krysi. Pobyt w obozie – mimo że minęło już tyle lat – przypominał o sobie nie tylko koszmarnym wspomnieniem, lecz także problemami z drogami oddechowymi.
– 469 –
...O KRYSI


































































































   469   470   471   472   473