Page 473 - Besson&Demona
P. 473
...O KRYSI
Przegląd w SK Mieczownica, 1996 r. Od lewej: Stanisław Łukomski, pan Owczarek, ja, Henryk Helak, moja żona i Ludwik Gut.
Krysia coraz mocniej i częściej uczulała się na różne zapachy i pylące rośliny. W Mosz- nej mieszkaliśmy nad stajnią, a blisko, naprzeciw okien, była druga. Opary amonia- ku, zwłaszcza rano podczas usuwania ściółki, przedostawały się do mieszkania. Krysia kaszlała i miała napady duszności. W dodatku kilkadziesiąt metrów od naszych okien znajdował się staw. Wilgoć i mgły też sprzyjały tym atakom. Sądziłem, że przenosiny do miasta pomogą i uczulenie minie. Tak się jednak nie stało. Jej stan zdrowia ulegał pogorszeniu. W miarę wolnego czasu starałem się jak najczęściej wozić Krysię nad mo- rze. Co roku, przez parę lat, wyjeżdżaliśmy do Trzęsacza. Wówczas to było wspaniałe, nieodkryte jeszcze przez turystów miejsce. Wysoki klifowy brzeg, czysta plaża... Krysia czuła się tam doskonale, uwielbiała pływać i robiła to wyśmienicie.
Pamiętam taki wrzesień w Chałupach – wspaniała pogoda, urokliwa okolica i my, sa- motni turyści. Rano robiłem zakupy, przygotowywałem śniadanie i już koło dziesiątej byliśmy na oddalonej zaledwie o parę kroków plaży. A potem kąpiel i wygrzewanie się w delikatnych promieniach wczesnojesiennego słońca. Wracaliśmy do naszego dom- ku po południu. Po drodze odbieraliśmy zamówionego u sklepikarza świeżo wędzone- go węgorza, a wieczorem urządzaliśmy sobie ucztę. Słońce, morze, węgorz, mrożona
– 471 –

