Page 475 - Besson&Demona
P. 475
„Wezwij pogotowie, duszę się” – mówiła prawie szeptem. Zerwałem się z łóżka i po- biegłem do telefonu. Wróciłem do pokoju, Krysia leżała nieprzytomna, ledwo wyczu- wałem tętno. Zacząłem działać jak maszyna – ugniatałem jej klatkę piersiową, stoso- wałem sztuczne oddychanie. Na szczęście po kilku minutach przyjechało pogotowie ze znakomitym lekarzem. Natychmiast zrobili jej zastrzyki, włożyli rurę do tchawicy i zaczęli pompować powietrze. Po kilku minutach Krysia złapała oddech. Lekarz krzyk- nął: „No, mamy ją, a była już daleko”. Przytomną zawieźli do szpitala Bielańskiego. Szybko się ubrałem i wsiadłem w samochód.
Zobaczyłem Krysię na szpitalnym korytarzu, na szczęście już normalnie oddychała. Następnego dnia wieczorem skontaktowałem się z profesorem, który się nią opieko- wał, i pojechaliśmy na Płocką.
Moja żona paliła. Nauczyła się w obozie. W jednym baraku przebywała z Ukrainkami. „To były bardzo miłe kobiety – opowiadała – tyle że paliły różne skręty, więc ja też”. W szpitalu, i do tego płucnym, obowiązywał całkowity zakaz palenia. Ten brak nikoty- ny bardzo ją męczył, czekała więc, aż przyjdę i wywiozę ją do ogródka, gdzie w ukry- ciu będzie mogła zapalić. Niestety, nie potra ła się wyzwolić od tego nałogu.
BYŁA KOBIETĄ WIELKIEGO HARTU DUCHA
Po paru dniach Krysia wróciła ze szpitala do domu i zaczęliśmy niby normalne życie, ale trudno było się uwolnić od strachu przed następnym atakiem. Coraz częściej i gwałtowniej reagowała na zmianę pogody, wilgoć, mgłę, zapachy kwitnących roślin, pylenie drzew i krzewów. Kiedy duszności się nasilały, należało szybko zrobić zastrzyk dożylny. A kiedy to nie pomagało, wracała na parę dni do szpitala.
To była połowa czerwca. Międzynarodowe zawody w skokach odbywały się w Sopocie. Miałem tam pełnić funkcję przewodniczącego komisji odwoławczej. Krysia czuła się na tyle dobrze, że postanowiliśmy pojechać razem. Dostaliśmy pokój w hotelu na to- rze. Chciałem być w każdej chwili niedaleko żony, a i dla niej mieszkanie na miejscu było wygodniejsze. Pokój był z salonikiem, w którym urządziłem spanie dla Krysi. Po kolacji w hotelowej restauracji rozpakowaliśmy się, Krysia jeszcze się kręciła, urzą- dzając nasze tymczasowe mieszkanko. Położyłem się spać.
Umówiliśmy się, że nie będę jej rano budził, zjem śniadanie i pójdę na zawody, a żona dołączy do mnie, gdy się wyśpi. Minęło półtorej godziny, skończył się pierwszy kon- kurs, Krysi jednak nie było. Specjalnie się tym nie niepokoiłem, była nocnym mar- kiem, więc poranki nie były jej ulubioną porą.
Po przerwie rozpoczął się następny konkurs. Teraz już zdenerwowany patrzyłem na puste miejsce, gdzie powinna siedzieć moja żona. Po zakończeniu tego konkursu pojechałem natychmiast do hotelu. Leżała na łóżku, najmniejszy ruch powodował okropny ból lewego biodra. Poszukałem lekarza. Dokonał oględzin i właściwie nic nie
– 473 –
...O KRYSI

