Page 490 - Besson&Demona
P. 490
BESSON I DEMONA
Całą okupację pracował w Miechowie jako inspektor w Izbie Rolniczej. Napisał wów- czas pracę doktorską na temat „Dziedziczenie zgryzu karpiowatego u koni”. Swoje ba- dania prowadził na importowanym z Francji angloarabie Boulu Boulu z tą właśnie wa- dą i na jego potomstwie. Boulu Boulu stanowił wówczas w znanej hodowli prywatnej Jerzego Grodzieckiego w Pogwizdowie. Profesor obronił tę pracę w Katedrze Ogólnej Hodowli Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1946 roku. Później kontynuował prace ba- dawcze swoich byłych profesorów Romana Prawocheńskiego i Tadeusza Olbrychta. Przedmiotem jego zainteresowania były rozród i inseminacja.
Zajmował kierownicze stanowiska w różnych instytutach zootechnicznych. W tam- tych trudnych czasach udawało mu się utrzymać kontakt z całym światem zajmują- cym się zjologią rozrodu. Wciąż niezadowolony z osiągniętych rezultatów, pracował nad przeszczepianiem zarodków. W 1969 roku pierwszy w Polsce użył do insemina- cji nasienia mrożonego w ciekłym azocie i przeszczepił zarodki końskie przywiezione z Anglii. To był udany eksperyment – urodziły się zdrowe źrebięta. Profesor utrzy- mywał ścisłe kontakty z praktyczną hodowlą i oczywiście ze stadninami. Korzystałem z tego i ja. Często zapraszałem profesora z jego zespołem do stadniny i czerpałem z jego ogromnej wiedzy na temat rozrodu koni.
Na początku lat 70. uczestniczyłem w prowadzonym przez profesora kursie, który do- tyczył wczesnego badania na źrebność oraz inseminacji. Profesor namawiał mnie na pracę doktorską. Ponieważ zgromadziłem sporo materiału na temat rozrodu, popro- siłem o wyznaczenie tematu z tej dziedziny. Po namyśle profesor odpowiedział nega- tywnie. Tłumaczył, że ten temat jest przez wiele osób opracowywany i na ogół znany. Natomiast bardzo go interesuje rola łożyska w rozrodzie i że to temat bliżej nieznany. Nie miałem na to ochoty, ale trudno mu się było przeciwstawić. Rozpocząłem zatem badania nad łożyskami. Po każdym porodzie łożysko ważyłem, mierzyłem, rysowałem i próbowałem odtworzyć cały układ krwionośny. W warunkach stajennych nie miałem jednak możliwości precyzyjnych badań. Trudno mi dzisiaj dokładnie określić, ile tych łożysk przebadałem. Dość, że po każdym porodzie przez wiele godzin w nocny ślęcza- łem nad łożyskami.
Po czterech czy pięciu latach pojechałem do profesora z zebranym materiałem, aby za- komunikować mu, że żadne konkretne wyniki z tych badań nie wynikają. Zmartwił się, ale uznał, że brak wyniku też może być rezultatem tej pracy doktorskiej i chciał otwo- rzyć mój przewód. Wydawało mi się, że to sztuka dla sztuki, a że na tytule „dr” na na- grobku mi nie zależało, zrezygnowałem z pisania pracy. Na szczęście nie wpłynęło to na nasze stosunki.
W niedługim czasie, 15 marca 1982 roku, profesor uległ śmiertelnemu wypadkowi w czasie przejażdżki konnej. Zmarł tak, jak żył – wśród koni.
– 488 –

