Page 511 - Besson&Demona
P. 511

...O LUDZIACH
szego roku, kiedy przyszyły z toru pierwsze konie z przeznaczeniem do sportu, rozpoczęliśmy tre- ningi. Ja miałem za sobą początki przedwojennej kariery i doświadczenia wyniesione ze szkole-
nia prowadzonego przez mojego ojca, a w cza-
sie wojny mjr. Adama Królikiewicza, wziąłem zatem na siebie obowiązki trenera. Maciek wykazywał się wyjątkowymi zdolnościami jeź- dzieckimi. Przede wszystkim miał doskonałe oko
w ocenie miejsca odbicia konia do skoku przez przeszkodę. Jest to umiejętność nieczęsto spotyka- na, a tak bardzo potrzebna w pokonywaniu przeszkód zarówno w parkurze, jak i w terenie.
Mimo że dzieliła nas różnica wieku i zależność służbowa,
to wkrótce mówiliśmy sobie po imieniu. Mieszkaliśmy obok siebie, ale prowadziliśmy wspólne gospodarstwo. Ten nasz dobry układ i wspaniała współpraca w hodowli i spo- rcie trwały pięć lat. Myślę, że czasu nie zmarnowaliśmy. Stadnina stała się prawie ide- alnym obiektem hodowlanym, jej poziom podnosił się z roku na rok, a w sporcie w ciągu dwóch lat dogoniliśmy, a właściwie wyprzedziliśmy czołówkę krajową.
To był 1955 rok. W Centralnym Zarządzie powiedziano mi, że muszę się liczyć z zabra- niem Macieja na bardziej samodzielne stanowisko. Zrobiło mi się bardzo smutno i żal, wiedziałem bowiem, że takiego współpracownika, jeźdźca i przyjaciela mieć już nie bę- dę. Maciej został przeniesiony na stanowisko kierownika nowo tworzącej się stadniny pełnej krwi w Strzegomiu w oddziale Żółkiewka. Jakoś praca tam, jak to się mówi, mu nie leżała. Na soboty i niedziele przyjeżdżał do Mosznej i dalej razem trenowaliśmy. Efekt był wspaniały – Maciej zdobył na moim Argunie tytuł mistrza Polski w skokach. Po tym sukcesie zwerbowała go Stadnina Koni w Racocie na stanowisko zastępcy kie- rownika Zakładu Treningowego Młodych Ogierów (prowadzonego przez Władysława Tomaszewskiego). Ciągnęło jednak Maćka do folblutów i na przełomie lat 1958 i 1959 został mianowany kierownikiem Stadniny Koni w Golejewku. Miał do mnie zaufanie, dlatego poprosił, abym pojechał z nim do Golejewka i był obecny przy przejmowaniu przez niego stadniny. Oczywiście pojechaliśmy razem. Historia jego działalności w Go- lejewku i sukcesy są znane.
Wykorzystał wiedzę i tę swoją iskrę bożą, aby ze stada wspaniałych matek golejew- skich wydobyć cały potencjał genetyczny i wyprowadzić Golejewko na pierwsze miej- sce w Polsce, i to na wiele lat. Jego wychowankowie odnosili sukcesy podczas wyści- gów, również na wielu torach Europy.
Czytelników odsyłam do „Monogra i Stadniny Koni Golejewko”, w której zarówno działalność Macieja Świdzińskiego, jak i sukcesy jego wychowanków są szczegółowo opisane.
– 509 –


































































































   509   510   511   512   513