Page 510 - Besson&Demona
P. 510
BESSON I DEMONA
ręce dr. Marka Treli. Okazał się on znakomitym kontynuatorem myśli hodowlanej po- przednika zarówno jeśli chodzi o hodowlę czystej krwi, jak i półkrwi angloarabskiej – ma- łopolskiej. W obu stadninach powstają nowoczesne obiekty. Obie, dzięki ich obecnym prezesom, mimo ogólnie bardzo trudnych warunków, w jakich znalazła się hodowla pań- stwowa, są nadal na bardzo wysokim poziomie.
maciej świdZiński
Z Maciejem Świdzińskim przepracowaliśmy wspólnie pięć lat. O naszym spotka- niu już wspominałem. Choć było tak nieoczekiwane, to okazało się dla nas niezwykle pomyślne. Polubiliśmy się i jak się miałem przekonać, Maciek odegrał znaczącą rolę w hodowli koni pełnej krwi, a także w sporcie.
Urodził się 19 lutego 1930 roku w Łaziskach w Lubelskiem, w majątku swojego ojca, pochodził z rodziny ziemiańskiej. Dorastał w czasie wojny w bardzo trudnych warun- kach. Niewątpliwie na jego sposób bycia miała wpływ okupacja niemiecka. Po wojnie zdał maturę i dzięki sąsiedzkiej znajomości jego ojca z panem Zygmuntem Skolimow- skim w połowie 1950 roku został zatrudniony jako asystent hodowlany w stadninie koni w Mosznej. Tra ł tam pod opiekę por. Jerzego Jaworskiego, który ugruntował w nim dyscyplinę i wojskowy styl bycia.
Moje stosunki z Maćkiem, zarówno służbowe, jak i prywatne, ułożyły się jak najle- piej. Natychmiast się zorientowałem, że mam do czynienia z młodym człowiekiem całkowicie zaangażowanym w pracę z końmi. Wszystko, co robił, czynił z pasją i sta- rał się wykonać jak najlepiej. Obdarzony był dobrą pamięcią, co bardzo ułatwiało mu wgłębianie się w zagadnienia związane z hodowlą koni pełnej krwi. Z Kozienic przywiozłem sporo wiadomości zdobytych od Ryszarda Zoppiego i dzieliłem się nimi z Maćkiem, a on tę wiedzę po prostu pochłaniał. Zaczęła się nasza wspólna praca nad opracowywaniem głębokich rodowodów klaczy moszeńskich, opracowywaniem pla- nów kopulacyjnych, praca nad poprawą warunków wychowania młodzieży, zakładanie padoków, a później przystosowanie Wawrzyńcowic do lepszego wychowu młodzieży pełnej krwi. We wszystkich tych pracach Maciek wykazywał nie tylko zaangażowanie, lecz także wiele inicjatywy. Był obdarzony iskrą bożą.
Dziś już nie pamiętam, jakie były okoliczności, w których zaczął jeździć konno, w każdym razie w momencie naszego poznania robił to już poprawnie i odpowiedzialnie. Początki naszych wspólnych jazd były skromne. Mieliśmy do dyspozycji jedynie klacze w danym sezonie jałowiące, jazda była więc typowo spacerowa, a nie sportowa. Jesienią pierw-
– 508 –

