Page 53 - 41_LiryDram_2023
P. 53

i ciągle zaciskający się o kolejną dziurkę pasek egzystencji (Ogród zwierząt, s. 26).
W Charlottenburgu – dzielnicy Berlina prze- mianowanej z powodu napływu ogromnej liczby Rosjan w latach 20. XX wieku na ro- syjskobrzmiący Charlottengrad, również nie brak uchodźców. Można spotkać tam ludzi, którzy starają wyprzeć się swojego pochodze- nia. Chcąc należeć do wspólnoty, wyrzekają się samych siebie. Ilu tam uchodźców/ spo- tkałem, którzy uchodzili z ciała/ i nie chcieli uchodzić już za obcych,/ i podawali zmyślone imiona? (Charlottengrad, s. 23). Pragną zo- stać innymi ludźmi, swoimi, którzy nie będą postrzegani jako obywatele drugiej kategorii. Terenem, na którym uchodźcy nie wyróżniają się i nie rzucają w oczy, są kluby. Odpowiedni strój, zachowanie i taniec pozwalają im wtopić się w tłum, być nie do odróżnienia. Można ich poznać dopiero po zapachu i mowie ojczystej. Przez chwilę odczuwają zatem to upragnione poczucie wspólnoty, krótkotrwałą ulgę od by- cia obcym (Element animalny, s. 43).
Życie poety
Niezwykle ważne miejsce w tomiku ma twór- czość poetycka. Przypomina ona trans, w któ- rym poeta zanieczyszcza zmielone drzewo czarnym tuszem (Koka, hera, klasyka, s. 15). Podmiot liryczny odziera poezję z romantycz- nej podniosłości. Ukazuje ją jako siłę, która nie pozwala mu spać. Porównuje ją do upartego owada, przeszkadzającego człowiekowi, na- chalnego i niechcianego. W przeciwieństwie do martwych słów ze stron gazet, poezja jest żywym słowem (Nekyja, s. 16). Praca nad tą tętniącą życiem materią to według niektó- rych strata czasu. Poeta ma wolność pisa- nia. Dane jest mu późne wstawanie, siedze- nie nad herbatą do południa, przyglądanie
się żółknącej lipie, spacerowanie bez celu. Próżniacze życie, jak to postrzegają postron- ni. Praca twórcza opiera się o obserwację, zaglądanie w istotę rzeczy, wychwytywanie ulotnych chwil (Warsztaty twórcze, s. 19), ale często bywa nierozumiana.
Poeta przypomina dwujęzyczne zwierzę, któ- re porozumiewa się zrozumiałą dla wszyst- kich mową, nosząc w sobie domagający się ujścia głos wewnętrzny. Nie milknie on mi- mo trudności, niezrozumienia, braku czułości ludzi na poezję. Przypomina pszczoły, które pozbawiane miodu nadal zanoszą swoje skar- gi, niczym grecki chór (Poetyka, s. 22). Poezja to zgiełk wewnętrznych głosów, wielość „ja”, pragnących wyrwać się na światło. Wypełnia ona puste miejsca w podmiocie lirycznym. Rytm jest opóźnieniem,/ powstającym, gdy serce pragnie się powtórzyć. (W ciemnej iz- debce, s. 25). Poeta rozprawia się również z mitem natchnienia, muzy, która pozwala mu tworzyć. To nie magiczna piękna moc, ale si- ła krzycząca na całe gardło, gadająca skrzyn- ka porównywana do tranzystora, wypełnione skargami pudełko, kieszonkowe piekło (Muza, s. 35). Nie ma tu zatem żadnej wzniosłej wi- zji tworzenia, urokliwej wyjątkowości pisania. Obraz, który roztacza przed oczami czytelni- ków autor, jest brutalny, prozaiczny, dotkli- wy. Bliższy męczącej konieczności tworzenia i wydobywania z siebie nachalnego języka niż łaskawej, natchnionej wenie.
Bycie poetą odróżnia go od większości. Ma poczucie odrębności, szczególnie, że jego oj- ciec pracował fizycznie. Prosi go o wybacze- nie, zawstydzony swoją próżniaczą profesją. Niewidzialne sprawy, pod jego ręką nabie- rają kształtu. Spływają z czubka długopisu na kartkę (Formy przetrwalne, s. 42). Niezro- zumienie poezji i brak sympatii do niej jest
październik–grudzień 2023 LiryDram 51



























































































   51   52   53   54   55