Page 145 - 50_LiryDram_2026
P. 145

  BASIA: No tam! Idzie, między drzewami.
(Zza ciemnych pni wyłania się postać. Przemyka w półmroku.)
JAN: No faktycznie. Listonosz.
(po cichu, z triumfem) Miałaś rację. To jest listonosz.
(BASIA uśmiecha się ironicznie. Deszcz ustaje.)
BASIA: No a jak, jeśli nie tak!
(W tle ciche cykanie świerszczy, narastające wraz z pauzami.)
JAN: Co on robi o tej porze?
BASIA: Jak to, co? Janku, roznosi listy.
JAN: Ale jak, tak w nocy? Nie no, nie.
BASIA: No właśnie, to twoje „nie, no nie”. Uwierz. Zobacz. Idzie?
JAN: No idzie.
BASIA: Listonosz?
JAN: No listonosz.
BASIA: Dobrze widać. Księżyc jest prawie zielony.
JAN: Co? Księżyc jest zielony? Nie. No nie. Jest jasny. Żółty.
BASIA: Niech będzie żółtozielony. Dobrze?
JAN: Niech będzie. Najważniejsze, że dobrze widać. Nie?
BASIA: O, popatrz. Skręca. Pewnie idzie do sąsiada.
JAN: Ale ich tam już nie ma. Wyprowadzili się.
BASIA: Skąd wiesz?
JAN: No słyszałem. Ciemno u nich.
BASIA: Dziwna sprawa, powiem ci. Tak nagle? Wyprowadzili się?
JAN: O, widzisz. Życie zaskakuje.
BASIA: No. Niech ci będzie.
(Nagle słychać szmer i pojedyncze szczeknięcia psa.)
BASIA: O! O! Patrz! Teraz idzie ksiądz.
(Ksiądz idzie wolniej od listonosza, szura nogami, wygląda dziwnie.)
JAN: Nie no... nie wierzę. Ksiądz. Co tu się dzieje? Co tu się w ogóle dzieje? Dziwne, nie?
BASIA: Wcale nie, znaczy tak. Choć jego jeszcze rozumiem, może idzie gdzieś tam, do kogoś. Z modlitwą. Ważna sprawa.
JAN: Właśnie. To wszystko jest takie dziwne. Listonosz, ksiądz... a kto będzie następny?
BASIA: Tego nie wiem. Nie powiedziała mi.
styczeń–marzec 2026 LiryDram 143


































































   143   144   145   146   147