Page 146 - 50_LiryDram_2026
P. 146

   JAN: Gruby ten ksiądz. Zobacz, ledwo idzie. Zaraz pęknie. (krótki śmiech)
BASIA: Cicho, bo dzieci obudzisz!
JAN: A skąd wiesz, że śpią? Co? Nie wydaje mi się.
BASIA: Wyłącz w sobie to ciągłe „nie”! I nalej mi wody. Tak? JAN: Tak. Z cukrem?
BASIA: Przestań. Daj tę wodę.
(BASIA pije. Chwila napięcia.)
JAN: Nie no, nie wyrobię... a ten co tu robi? Widzisz, Mucha?!
BASIA (odkłada szklankę)
Kurczę... żołnierz!
JAN: Z karabinem. Trochę strasznie się robi. Nie? Chyba sobie piwo otworzę!
BASIA: Po wczorajszym balowaniu? Nawet nie chcę tego widzieć! Popatrz, stanął. Macha do mnie ręką.
JAN: To mu odmachnij!
BASIA: Poszedł sobie.
JAN: A kto ci powiedział o tych dziwnych nocnych spacerach?
BASIA: Krycha. Sama widziała.
JAN: No tak, ta to nie ma co robić i całe dnie i noce siedzi w oknie, stara jest!
BASIA: A co ma robić? Nikt jej nie odwiedza, ja czasami wpadnę i z nią pogadam.
JAN: Chyba monologu wysłuchujesz, tych jej mądrości życiowych. BASIA: A daj spokój, biedna kobieta..., ale na swój sposób ją lubię. JAN: Dokąd poszedł ten wojak?
BASIA: Zniknął za rogiem, ale cudowna cisza...
JAN: Tak. I te świerszcze.
JAN: Nie zauważyłem, jak poszedł.
BASIA: Nie dziwię się! Nie jesteś specjalnie spostrzegawczy.
JAN: Nie, wcale nie. Jak na czymś mi zależy, to widzę i wiem.
BASIA: Ostatnio na niewielu rzeczach i osobach ci zależy. Nawet nie odwiedzasz matki.
JAN: Nie odwiedzam, bo nie mam czasu.
(Pauza.)
JAN: O, kurczę... nie no, nie wyrobię. Znowu ktoś idzie z tego lasu. (Podchodzi do lodówki.)
BASIA: Z tym piwkiem to sobie daj spokój! Kto to może być? Chłopiec?
144 LiryDram styczeń–marzec 2026
 





































































   144   145   146   147   148