Page 89 - 50_LiryDram_2026
P. 89
uciekamy pod kolumnę zygmunta do literatów
na obiadek wśród tyrmandów herbertów i kisieli
za niezasobne siedem wysłowionych złotych. umieramy istotnie nasyceni. takie są dzisiaj donosy z wiecznej mironczarni. niby stamtąd. jednak ciągle stąd
z warszawskiej nierzeczywistości;
wojaczek (blood sweat and tears)
wojaczek wciąż głosi swoją
pieśń. w tym samym międzyczasie
nadużywany ginsberg gryzie ziemię skowycząc nad potomakiem. a to tylko zwykła piosenka. wieża choć najwyższa łatwo wspiąć się z grobu
na szczyt. nie kalecząc po drodze końca języka tępymi aluzjami –
nam też nie jest lekko. od rzeki bije
mazutowa bryza. w parku śmiertelny zapach świeżo skoszonej trawy. właściwy most
w remoncie. jakby na drugim brzegu wysłowionego po brooklińsku ostrowa tumskiego –
wysokie są topole i domy w których nikt nie mieszka bez zgody na niski lot skojarzeń. bo oni dają
wiecznie stamtąd znaki. skąd. dokąd. z jakiej wysokości skoczyć z krawędzi języka żeby nie ominąć
tego najmniejszego z tańczących wahań –
nie odgrzebiemy tajemnic różniących mocz i krew. pot łzy. spermę od śliny. choćbyśmy do kości obgryźli
ich języki;
Maciej Mazur Mszyce
Otaczają mnie mszyce,
drobne, drapieżne,
o miękkim, przezroczystym ciele,
z delikatnymi czułkami.
Osadzają się na spodzie liści, osaczają, wysysają energię, hamują rozwój, odbierają chlorofil, aż liść żółknie, zwiędnie.
styczeń–marzec 2026
LiryDram 87

