Page 127 - 11_LiryDram_2016
P. 127
wszystkie okna i drzwi są zamknięte, wakuum, podobno, ludziom i aparatom zapewnia długowieczność.
Zjadamy cienką zupę, pijemy sok z pomidorów, radykalne usuwanie bożych osadów, a potem
leżąc na podłodze podśmiewamy się z cicha
że ciocia Else, w gruncie rzeczy, nie wychodzi z domu
aby po drodze nie spotkać śmierci
która co piątek wymyka się tylnym wyjściem z Kunsthalle
i mogłaby się wcisnąć w nasze akta.
Miłość mierzy się w metrach kwadratowych.
My, uciekinierzy, wiemy jak uciec przed śmiercią,
lecz ciocia Else nie potra wyłgać się losowi.
Każdy z nas robi dla niej origami z papieru
z naszych teczek, modne, czarno-białe
z niebieską pieczątką pośrodku i własnoręcznym podpisem.
Niby to oprawiamy podręczniki w kartki ze starego kalendarza: dwanaście przedmiotów – dwanaście miesięcy,
a zeszyty w celofan zdjęty ze słoi z przetworami.
Każdy uchodźca na tym świecie ma swoją płeć i wspomnienia. Będziemy uprawiać miłość, mnożyć się i dzielić.
W paszporcie każdy musi być sam, nawet nienarodzone dziecko,
tylko my jesteśmy na wspólnej liście w paszporcie cioci Else.
Jeśli uciekniesz za granicę, nie mów z obcymi
o seksie i polityce, powiedziały nam ciotki ze strony mamy,
bo za pierwsze cię zamkną, za drugie zabiją.
I nikt nie mówi. Samo milczenie jest seksem i polityką.
Ciocia Else rozkłada ręce jak Medea,
ale nas nie wypuszcza. „Siedzimy tu zamknięci z powodu mojej protezy, gdy człowiek jest zamknięty z równymi sobie, nie ma kto go zabić”. Mądra, łagodna jest ciocia Else niby słodka kukurydza.
Można z nią żyć na uchodźstwie jak w górskim schronisku.
Kiedy jesteśmy na dworze, podłoga skrzypi,
ogień trzeszczy, góry zamieniają się w równinę.
W piątki nasza wsobność też się sterylizuje.
Lecz patrzcie, przez okienko w drzwiach, z pękniętym szkłem,
nagle wdarła się osa i brzęczy rozdrażniona wokół naszych głów; przestraszyła się naszej lego-tożsamości,
kwiecień–czerwiec 2016
LiryDram 125

