Page 107 - 13_LiryDram_2016_OK
P. 107
– Na ten okres przypadają moje pierwsze lektury Anglosasów. Tam przeżyte doświadczenie i przemyślana prawda łączą się. Ale nie miałem grupy. Mniej samotny poczułem się dopiero wtedy, gdy do Koła Młodych przyszedł Leszek Szymański, późniejszy podróżnik na drugą stronę globu, przez niektórych uważany za pokrętnego, nie liczący się z hierarchiami. Rozpoznaliśmy się po odmiennym od reszty sposobie bycia i myślenia. Potem po nietypowych lekturach, jak Witkacy, awangardyści. Próbowaliśmy robić teatr.
Odnaleźliśmy Peipera, który przemykał się w cieniu
ulic i nieraz zaglądał do koszów od śmieci w poszukiwaniu resztek. Zaczęliśmy gromadzić się nie tylko w Związku, ale też takich lokalach, jak „Manekin”, „Largactil”. Przebić wówczas ustosunkowanych w sferach rządzących i prasie „Pryszczatych” było trudno. Bardzo trudno! Nie chciano nas drukować. Liryka
i sprzeciw nie przechodziły. Pociągał mnie jazz, a on drażnił. Bieda, realia życiowe były ukrywane. W tej sytuacji stało
się coś nieoczekiwanego. Któregoś dnia ktoś z naszej grupy, chyba Szymański, przedostał się na zaplecze prezydium wiecu
w Sali Kongresowej, gdzie był w przerwie Gomułka. Zwrócił się do „Wiesława” z prośbą o pozwolenie na pismo młodych, ten
dał karteczkę do Wydziału Kultury i z tej karteczki dało się wychodzić pozwolenie, z lokalem redakcyjnym w mieszkaniu na Powiślu. Putrament załamywał ręce, przecież tego nie bywało. Nigdy nie uzgodniliśmy tytułu. „Współczesność” to był tytuł tymczasowy, kiedy nieśliśmy do drukarza, który prywatnie na ścinkach papieru, zgodził się nam ten pierwszy numer wydrukować.
– Piotr Kuncewicz w „Agoniach i nadziejach” oprócz
nazwiska Szymańskiego i Śliwonika wymienia nazwiska autorów
i współredaktorów pierwszych numerów: Sławomir Kryska, Zygfryd Sawko, Ireneusz Iredyński, Zdzisław Jerzy Bolek, Janusz Kondratowicz, Jerzy S. Czaykowski, Maria Szypowska, Józek Gielo, Marian Ośmiałowski. Potem dołączyły charakterystyczne postacie: Tadeusz Strummff, pełen inwencji plastycznych Mirosław Malcharek i jak go nazywano „jedyny komunista” Józef Lenart.
– Na początku każdej manifestacji pokoleniowej hasło do pójścia własną drogą dają odrzuceni, spoza układu. Ci zbuntowani rzucają coś na stos. Tak też było z ruchem współczesności, bo to był ruch. Potem do płonącego już ogniska dochodzą inni. Są tam magowie, artyści, sztukmistrze, imitatorzy. Najszybciej kapitał zbijają teoretycy Wieczorkowski, Słojewski, Gronczewski, Irzyk, Burek, Skolimowski, Łukasiewicz, Grochowiak. To im się potem przypisuje zasługę wymyślenia programu i zgromadzenia wokół niego zbiorowego zjawiska literackiego, czyli pokolenia „Współczesności”. Było tasowanie talii królów, waletów, wyznaczania zasług i rang. Po pewnym czasie zwabieni ludzie
październik-grudzień 2016 LiryDram 105

