Page 108 - 13_LiryDram_2016_OK
P. 108

zaczynają się rozchodzić do swoich zajęć. Jedni idą na wysokie stołki, inni do przytulnych urzędów. Gromadzą tytuły i tworzą nowe koterie i konstelacje. Odbywa się na nowo tasowanie talii, tyle tylko że do gry zasiadają też Me stofelesy.
– Wspominałeś mi kiedyś, że jesteś dumny z tego, że styl
i przedmiot twoich wierszy nie zmienia się. Widać to w „Wyborze wierszy” z roku 1980, gdzie są utwory z ośmiu tomów, poczynając od „Ściany i dna” z 1958 po „Oddech” z 1980. To jakby budzenie się ze snu młodości podmiotu lirycznego, ku życiu wolnemu, trzeba pokonać chimery obłędu i rozpaczy. Kto nie sprosta życiu wrażliwemu, ten kamienieje, drewnieje, traci barwę i znaczenie, życie mu zamienia się w dancing, ale taki z danse macabre, przykładem są wojny, przeklęte zaułki miasta, strefy zmęczenia, więzienia, teatry pychy, obcowanie z widmami przeszłości, najazdy propagandy. Czy to jest ta prawda o naszym czasie, naszym kraju?
– Jestem przekonany, że ludzie czekają na prawdziwą literaturę. Chcą ją czytać. Uczyć się od niej. Wzruszać się
nią. Ale moi koledzy nie są zdolni odpowiedzieć na tę potrzebę. Tłumaczą mi, że to dlatego, że są uwarunkowani zewnętrznie. A ja uważam, że noszą hamulce wewnętrzne. Nie potra ą się zdobyć
na zerwanie z kompromisami, co znaczy – zdecydować się też na samotność i poniesienie konsekwencji tego, co robią. Przegrywają już w tym momencie, gdy chcą za wszelką cenę pogodnie żyć, dobrze zarabiać, mieć mieszczańskie rodziny i potrzeby. A to wszystko nie da się pogodzić z twórczością, niezależnością wewnętrzną. Znamy obydwaj bardzo wielu ludzi, którzy się ciekawie zapowiadali, dobrze debiutowali. Po paru latach „głowy nasze odcięte” (pisałem), rozpoznajemy w nich zamaskowanych małych pisarzy. Oni już nie piszą prawdy, choć pisać będą dużo, ciągle o tej samej jabłonce, czy stylizować według modnych autorów czy posługiwać się niedomówieniem. A przecież to tylko maska, ostrożność. Bo wiersz to jest właśnie tyle, ile potrzeba. Czasem kilka wersów na parę lat, które mówią wszystko, są domówieniem, mówią same za siebie. Po co zresztą coś do nich dodawać? Wystarczy je czytać i widzieć obraz. Taką prawdą-protokołem był dla mnie „List do wnuka”.
W wierszach i w życiu mam odwagę być sobą. Pytać siebie o prawdę i odpowiadać sobie na trudne pytania. Przeżyć swój strach, swój wstyd, swoją pustkę – do końca. Nie zlęknąć się pogardy, litości o najtrudniejsze – nienawiści. Gdybym nie wytrzymał tego trwania w prawdzie o sobie, moje metafory by się zdeprawowały. Muszę
mieć przekonanie, że wziąłem w siebie dramat świata. Taki dramat, który przeżywają też inni, ale nie chcą czy nie mają odwagi
sobie tego uświadomić – jak pisałem, „człowiek próbuje siebie ocalić przed bólem, miłością, strachem”. Nasi koledzy uciekają
106 LiryDram październik-grudzień 2016


































































































   106   107   108   109   110