Page 267 - Besson&Demona
P. 267
... O SPORCIE
Monte Cassino, 1957 r. Nasza ekipa w drodze z Rzymu do Neapolu. Od lewej: Marian Kowalczyk, Jan Kowalski, Kazimierz Stawiński, Adam Królikiewicz, NN, tłumaczka, Jerzy Grabowski, ja, Jan Wierzański.
przyznać, że na tym balu w Akwizgranie czułem się nieswojo. Pomni tego doświad- czenia – i zdając sobie sprawę, że zapowiadają się następne wyjazdy – po powrocie do kraju większość z nas zaopatrzyła się w stosowne ubrania. Dlatego na rzymski bal wkroczyliśmy śmiało.
Był to najbardziej elegancki bal, w jakim brałem udział. Przepiękne pomieszcze- nie, śmietanka towarzyska Rzymu, dużo pięknych pań w ładnych sukniach, panowie w zdecydowanej większości we frakach i galowych mundurach. Wojskowa orkiestra znakomicie grała zarówno walce i tanga, jak i współczesne przeboje. Bawiliśmy się doskonale, ale umiarkowanie długo. Nazajutrz znów startowaliśmy.
Z Rzymu wyruszyliśmy do Neapolu. Po drodze zatrzymaliśmy się pod Monte Cassi- no i złożyliśmy kwiaty na polskim cmentarzu w trzynastą rocznicę bitwy. Znalazłem tam zupełnie przypadkiem grób por. Stanisława Wołoszowskiego, mojego znajome- go i jednego z najlepszych polskich jeźdźców młodszego pokolenia. Wszyscy bardzo przeżyliśmy to spotkanie z polską przeszłością na włoskiej ziemi. W drodze do Ne- apolu zatrzymaliśmy się jeszcze raz – w Pompejach, imponującym, bogatym mieście zastygłym w wezuwiuszańskiej lawie.
– 265 –

