Page 281 - Besson&Demona
P. 281
tkałem. Dzień po zawodach slipingiem wracaliśmy do Warszawy. Zanim położyliśmy się spać, snuliśmy jeszcze re eksje na temat tych konkursów. W pewnym momencie pan Mossakowski sięgnął do kieszeni i wyjął kopertę. Wręczając mi ją, powiedział: „Wczoraj w południe znalazłem ją w mojej przegródce”. Koperta była za- adresowana do mnie, ale portier umieścił ją zgodnie z zameldo- waniem. W środku był bilecik od Francuzki, która przepraszała, że nie może być na zawodach i proponuje, abyśmy po konkur- sach spotkali się w tej samej co wczoraj restauracji. Oczywiście na to spotkanie nigdy nie dotarłem. Gdy się o tym dowiedziałem, był już następny dzień i byłem daleko od Bukaresztu. Zrobiło mi się bardzo smutno i wstyd, że ona tam na mnie czekała, a ja nie przyszedłem.
Po powrocie do Polski zaraz do niej napisałem, na bileciku był na szczęście adres. Wytłumaczyłem moją nieobecność i ca- łe nieporozumienie. Tak się rozpoczęła nasza korespondencja. Wówczas wyjazd do Francji ze względów paszportowych i oczy- wiście nansowych był niemożliwy. Nigdy więcej jej nie zoba- czyłem. Czasami myślę, jaki wpływ na moje życie miałoby to spotkanie, gdyby doszło do skutku...
NASZ PREZENT NA JUBILEUSZ PŁK. RÓMMLA
Piękny sukces poznaniaków” – tak gazety pisały o naszym, czyli Mariana Kowal- czyka, Mariana Babireckiego i moim, sukcesie na mistrzostwach Polski zorganizowanych tego roku na stadionie Olimpii w Golęcinie. Do nału doszło dwudziestu trzech zawod- ników, parkur był niełatwy, do pokonania 150-centymetrowe przeszkody (dwie miały na- wet 160 centymetrów). Emocje sięgały zenitu, więc drągi spadały jeden za drugim. Tylko Antoni Pacyński pojechał na swoim Bosmanie czysto. W drugim nawrocie strącił jednak cztery przeszkody. Ja i i Marian Babirecki po pierwszym nawrocie mieliśmy po 4 punk- ty karne. Musieliśmy się zatem zmobilizować. I trzeba przyznać, że to był nasz dzień. Ja z Bessonem zdobyliśmy tytuł mistrza Polski, a wicemistrzami zostali Marian Kowalczyk na Pregorze i Marian Babirecki na Ekspresji. Tamten dzień zapadł mi w pamięć z jeszcze jednego powodu. Po zawodach, już o zmierzchu, świętowaliśmy na stadionie pięćdzie- sięciolecie startów sławy polskiego jeździectwa płk. Karola Rómmla. Pułkownik otrzymał prezent z rąk prezesa PZJ dr. Kurowskiego, publiczność uczciła jubilata huraganem braw, a my mieliśmy dla mistrza nasze zwycięstwa. To był piękny, wzruszający wieczór.
... O SPORCIE
***
Odznaka pamiątkowa CHI, Bukareszt, 1958 r.

