Page 88 - 39_LiryDram_2023
P. 88

  Ujednoznacznienie urasta w pisarstwie Lidii Amejko do rangi największej krzywdy, jaką człowiek może wyrządzić człowiekowi. Naj- dobitniej mówią o tym dwa teksty – „Legenda na dzień Czterdziestu Męczenników Zdania” i „Legenda na dzień świętego Olafa, Któren Chciał Być Wszystkim”.
Opisany w pierwszym z nich Antek – wielki uczony, sławny i bogaty, z trzema doktoratami honoris causa na koncie – z niepojętego powodu porzuca pewnego dnia ścieżkę kariery, wraca na osiedle, rozpija się, a w końcu popełnia sa- mobójstwo. Niewytłumaczalne? A jednak. An- tek jest jak bohater tragedii antycznej – czego- kolwiek by nie uczynił, złowieszcze fatum i tak go dopadnie. O ile jednak taki na przykład Edyp był jak jojo obracane na nitce przez delficką wyrocznię, o tyle klątwą Antka jest obelżywe zdanie „wplunięte” mu w duszę przez matkę, przekleństwo włożone w chłopca jak pestka. „Skończysz w rynsztoku, skurwysynu, jak twój ojciec!” – słyszy w dzieciństwie bezapelacyjny performatyw. I odtąd przez całe życie ucieka przed matczynym ujednoznacznieniem, tak jak Edyp uciekał przed przepowiednią. Nic z tego – obaj wracają do miejsca, w którym przez cały czas czekało na nich spełnienie klątwy. Samo- bójstwo Antka przypomina zresztą akt wykłucia sobie oczu przez oślepionego prawdą Edypa. Bohater Amejko gmera nożem w bebechach, by wyjąć z siebie pestkę matczynego zdania. W końcu udaje mu się:
Myśleliśmy, że to dla żartu tak, ale on palcami coś twardego z siebie wydłubał. Długo na to patrzył. Potem wyrzucił.
I pierwszy raz taki szczęśliwy na twarzy był – szkoda wielka, że zaraz potem umarł.
Trumnę Antka niesie czterdziestu innych ska- zańców, którym w dzieciństwie odśpiewano
dożywotni wyrok jednoznaczności. Bóg lituje się nad Czterdziestoma Męczennikami Zda- nia. Bierze ich żywcem do nieba i umieszcza w panteonie świętych. Przedtem wyciąga z nich urągliwe pestki, miele je na proszek i wrzuca diabłom do zupy – „teraz oni w piekle zda- niami głupimi pierdzą! Ha! Ha! Ha! (Amen)”. Zbiór Amejkowych legend – z jednym być mo- że wyjątkiem – pokazuje, że na ziemi nie ma ucieczki od zapieklenia w jednoznaczności. Ten wyjątek to żywot świętego Olafa, który z anarchistyczną werwą próbuje wyrwać się spod władzy prawdy punktowej. Olaf wypo- wiada posłuszeństwo niepisanej władczyni osiedla – plotkarze Karpulskiej. Kobieta ta, jak pajęczyca, oplata blokowisko siecią pomówień – przy czym w jej wielobarwnym kołtunie każ- dy mieszkaniec ma tylko jedną nitkę-plotkę.
Mówię ci, człowieku: mogło się życie twoje wełną z tysiąca owiec po Osiedlu mierzwić – a i tak wszyscy tę JEDNĄ, jedyną, plugawą niteczkę, co ją Karpulska na koniec wyprzędła, przez wiekwieków wszyscy potem powtarzali. JEDNOZDANIOWY się stawałeś.
W jednym zdaniu musiałeś się pomieścić, wiadomo: nawet króla w dwóch trumnach nie chowają!
Matka Antka dobija go szpikulcem zdania u za- rania, Karpulska pęta sąsiadów puentą jak stryczkiem – ale mechanizm unicestwiania przez ujednoznacznienie jest ten sam. Tylko Olaf uwalnia się z machiny tortur i dokonuje samozwańczego zamachu na „wszystkość”. Nie daje się sprowadzić ani do inicjującego performatywu, ani do grubej kreski podsu- mowania, lecz zaczyna istnieć we wszystkich swoich przeszłych, teraźniejszych i przyszłych wcieleniach oraz niedowcieleniach:
86 LiryDram kwiecień-czerwiec 2023

























































































   86   87   88   89   90