Page 45 - 41_LiryDram_2023
P. 45

zadusznych libacji wprost na grobach. W Pie- śni trzydziestej trzeciej (Świat i Antyświat 45) przemienia się w piszącego swoje Winterre- ise Barańczaka. W szóstej i siódmej części Kampanii zimowej – w poetę stanu wojen- nego czy nawet krwawego stalinizmu. Przy tej ostatniej okazji wykonuje manewry bodaj najciekawsze w całym tomiku:
zeszła ta lawina
o której wszyscy mówią na naszej ulicy że zabiera bez śladu [...]
i pozostawia puste miejsce, białe plamy w papierach i na zdjęciach. Jedyne, co można
zrobić w takich warunkach, to się upodobnić powoli w swych nawykach i w kwestii działania
do kamieni wyplutych rano przez lodowiec i nie wymawiać słowa, nie wymawiać słowa. (Świat i Antyświat s. 52)
Pierwsze wrażenie: bardzo dobry obraz, chociaż wiersz jako całość trochę przegadany (kto nie wierzy, niech sprawdzi nawias kwadratowy). Gdzieś pośród tego zimowego pejzażu kręci się jednak koślawy, powierzchownie erudycyjny diabełek, i dopowiada wierszem rymowanym: lawina bieg od tego zmienia / po jakich toczy się kamieniach. / Więc, jak to mówił już kto inny: / możesz, więc wpłyń na bieg lawiny. I nagle okazuje się, że utwór jest już nie brawurową, ale wręcz ryzykancką obroną poezji prywatnej przed poezją społecznych obowiązków. Obraz, który u Miłosza opisywał bierny opór, staje się nagle symbolem mimikry, znakiem radykalnej osobności. Barokowe techniki przeinaczenia nadal działają.
Podobne gry, podobne przewartościowania są stałym fragmentem gry w literaturze staropol- skiej. By posłużyć się tylko jednym, skrajnym przykładem: jest taki utwór Hieronima Morsz- tyna, który zaczyna się wersem Kupić by was, pieniądze, za drogie mądrości. Kochanowski był autorytetem przez dwa wieki (dopiero oświe- ceniowi wydawcy czuli się w obowiązku po- prawiać jego wiersze), ale i tak pokaźna część ówczesnej kultury literackiej polegała na za- czepkach wobec mistrza z Czarnolasu. O wyż- szym poziomie wtajemniczenia świadczyła zaś umiejętność przemycania pod pretekstem za- czepki własnych treści. Różycki jawi się jako dobry kontynuator tej tradycji.
Trzeba oczywiście pamiętać, że jego poje- dynek z Miłoszem to kostiumologia (podob- nie zresztą barokowym polemistom chodziło w gruncie rzeczy o rozprawę z poprzednią formacją kulturową, a nie o personalną tylko szarpaninę). W czasach Traktatu moralnego z wiadomych względów nikt by tak nie repli- kował, więc polemika musi być wymierzona w dzisiejszych zaangażowanych.
W ogóle stężenie ironii u Różyckiego wzrasta, ilekroć padają słowa naród czy państwo. Jak na przykład w następującej frazie: wyłączy- li prąd / i zdechły urzędy, państwo przestało gryźć (Świat i Antyświat 41). Od rzeczywisto- ści oficjalnej podmiot liryczny chce się odizo- lować, podobnie jak od komercji, na którą się składają (bo wciąż jesteśmy w kraju baroko- wych wyliczeń) kolorowe ekrany i zabawki, wieczne pióra, / sklepy z niklowaną rampą, perfumy i do nich / kobiety, pachnące, opa- kowane w folię (Świat i Antyświat 10). Co można przeczytać na poważnie, jako zamysł poezji ocalającej ludzi przed bałaganem, jaki w ich życiu wewnętrznym robi naród i kapita- listyczny czwarty i już ostatni, lecz najgłupszy
październik–grudzień 2023 LiryDram 43
























































































   43   44   45   46   47