Page 109 - 50_LiryDram_2026
P. 109
szukam odpowiedniej nazwy
jajeczka wierszy czekają na zapłodnienie lawiruję między lodowymi górami
głód oksytocyny ściąga na ziemię podparta darowanym żebrem
coraz dalej od Olimpu brnę w
n i e o k r e ś l e n i e.
Już sam początek jest szokujący: nasy- cona dawką węglowodanów / otwieram się na poezję, ponieważ nie ma mowy o jakimś romantycznym natchnieniu czy czymś podobnym na kształt kontemplacji w bezruchu, aż pojawi się odpowiednie słowo. Wręcz odwrotnie, podmiot liryczny jest w ciągłym ruchu na powietrzu: co- dziennie spaceruję po ulicach / z żółtymi kwiatami / szukam odpowiedniej nazwy, podczas gdy w nieokreślonej bliskości jajeczka wierszy czekają na zapłodnienie. Przeszkodą w twórczym dziele nie jest brak zapału ani nawet góry z lodu jako piętrzące się przeszkody do wymijania, tylko głód oksytocyny8, który powoduje oddalanie się od boskiego ideału, znanego już w sta- rożytnej Grecji jako kalokagatia9 (aluzje do Olimpu i Apolla). Poetka nie poddaje się, choć gorzko konstatuje swój stan złożoną metaforą: coraz dalej od Olimpu brnę w / nieokreślenie.Tenwiersz,głęboko poruszający nawet najbardziej nikłe pokłady empatii u czytelnika, to samoobserwacja.
Ów nietypowy manifest poetycki zbudo- wany jest na zasadzie podwójnego kontra- stu. Pierwszy obraz – spacer w pogodny dzień rozświetlony żółcią kwiatów – i drugi obraz – zimno i biel lodowych gór – dodat- kowo jeszcze podkreślają dwoistość sta- nu emocjonalnego podmiotu lirycznego; pierwszy obraz pozytywny – nasycenie
dawką węglowodanów i drugi obraz nega- tywny – brak hormonu miłości i przywiąza- nia. Tak postrzega rzeczywistość podmiot liryczny z głębi własnego jestestwa, taką nam kreśli liryczną sytuację osamotnienia, oddalaniasięwnieokreślenie,gdy obok już gotowe jajeczka wierszy czekają na zapłodnienie. Jeśli do tego podwójnego poetyckiego obrazu (przyrodniczo-emocjo- nalnego, wynikającego z biochemii mózgu podmiotu lirycznego) dołożymy wcześniej zasygnalizowane filozoficzne ujęcie dwu kategorii: egzystencji (w aspekcie wolnej woli i odpowiedzialności) oraz imperatywu (jako uwarunkowania i nakazu moralne- go), to jeszcze inaczej, niż na początku tej analizy, odczytamy wersy: życie przecież bywa piękne /choć/ / nie urodziłam się by pląsać z Apollonem / /nie byłoby mi obce nic co boskie/.
Na szczęście to oddalanie się od orszaku Apollona, tak zgrabnie wyrażone w tytule muz (wy)obcowanie / mar(k)sowo, z naci- skiem na materialność, a nie duchowość, zdaje się tylko czasowe, gdyż podmiot lirycz- ny jest w zapętleniu życiowych procesów biochemicznych, a nie w tzw. nocy ciem- nej10, gdy brak mistycznych ekstatycznych uniesień. Wystarczy spełnienie tylko jednego niezbędnego warunku – więcej oksytocyny, żeby wrócić do obcowania z muzami i nie być już tylko zwykłą kobietą podpartą da- rowanym żebrem. Można przypuszczać, że jest to aluzja do biblijnego Adama, do ostoi w postaci męskiego autorytetu. Można do- mniemywać, że góry lodowe to metafora bra- ku bliskości, ale osaczony podmiot liryczny nie bierze odpowiedzialności za swoją bier- ną postawę, woli winą obarczyć muzy, które nie udzielają wsparcia.
styczeń–marzec 2026 LiryDram 107

